niedziela, 10 maja 2020

196. AA w sieci (i co z tego wyniknie)


Jeszcze nie wiemy, jak w przyszłości będzie się nazywało te kilka (?) miesięcy 2020 roku. Czy będzie podobnie jak z „wojną”, „sześćdziesiątym ósmym” czy „Czarnobylem”? Podczas korony? W erze covidu? W społecznej komunikacji potrzebny jest jakiś skrót, który błyskawicznie umieści opowieść w kontekście. Ciekawi mnie, jaki to będzie skrót, i co będzie się o tych czasach opowiadać. Może nawet za bardzo bym chciała wybiec w przyszłość, jakby teraźniejszość była nie dość interesująca. Bo to intrygujące, co wymuszona izolacja, a dokładniej nasze sposoby radzenia sobie z nią, po sobie zostawią. Jak zmienią naszą rzeczywistość postizolacyjną. Bo że zmienią, nie mam wątpliwości. 

* 

Niemal zaraz po ogłoszeniu nowej rzeczywistości ruszyły mityngi online. I to, że ruszyły, uważam za rzecz świetną i kolejny dowód na to, jak bardzo przedsiębiorczymi ludźmi są alkoholicy, jak potrafią się zorganizować i zrobić coś sensownego. Sami z siebie. Bo nikt za grupy tego nie wymyślił, nie narzucił, nie polecił (któż miałby taką moc?). Mityngi online funkcjonowały już wcześniej (na świecie od 1999 roku, jak pisze Tadeusz ze Steru w drugim tomie Historii AA w Polsce), ale – w mojej świadomości – raczej jako rozwiązanie specjalne, wyjątkowe, dla kogoś, kto kompletnie nie może dostać się na „żywe” spotkanie, bo jest na misji (najlepiej ONZ lub NATO, żeby brzmiało poważnie), w pracy, w szpitalu albo na mocno egzotycznych wakacjach. Nie miałam pomysłu ani potrzeby korzystania z nich. Lecz kiedy sytuacja wyjątkowa, właśnie taka, która wymaga specjalnych rozwiązań, wśliznęła się w nasze codzienne i nieegzotyczne życia, okazało się, że mamy na nią gotową odpowiedź. 

Na pierwsze mityngi niestacjonarne, nieanalogowe* zalogowałam się z ciekawości. Żeby wiedzieć, jak wyglądają, o co w nich chodzi, a w razie potrzeby dodać otuchy i wesprzeć technicznie nowicjuszy, podopieczne i kogokolwiek, kto byłby zainteresowany. Skorzystałam z kilku różnych platform oferujących połączenie audio-video, byłam na mityngach telefonicznych. I choć jestem tak skonstruowana, że w pierwszej kolejności dostrzegam i wyłapuję różnice, minusy, słabsze strony i potencjalne zagrożenia, to jednak zacznę od plusów, szans i możliwości, jakie spotkania na skype, zoom, gotomeeting, discord i paru innych platformach ze sobą niosą. 

Zatem: dostęp do mityngów wcześniej z powodów geograficznych niedostępnych, a także możliwość posłuchania doświadczeń alkoholików, których w inny sposób nie dałoby się usłyszeć (a identyfikacja i inspiracja są istotne nie tylko dla nowicjuszy). Co za gratka – zaprosić, bez obciążania grupy kosztami, do Jeleniej Góry spikera z Suwałk lub do Sanoka kogoś ze Szczecina. Zaraz, ale dlaczego ograniczać się granicami państwa? Zaprosić ich do Hamburga, Dublina czy Londynu. Jeśli ktoś zna język, może wskoczyć na mityng do Nowego Jorku. Jeśli nie zna… i tak może posłuchać zagranicznych spikerów. Na polskich mityngach. Tłumaczonych na język polski. 

Jeśli ktoś sobie życzy, może uczestniczyć nawet w kilku mityngach dziennie. Wprawdzie mityngi same w sobie nie leczą, ale są nowicjusze, którzy w ten sposób radzą sobie z obsesją picia, szczególnie w krytycznych momentach, a do takich obecna sytuacja z pewnością może należeć.

Wyższa potrzeba – a tym okazuje się być udział w mityngu w czasach zarazy – skłoniła wielu zatwardziałych przeciwników wszelkiej technologii do rewizji dotychczasowych uprzedzeń. I nagle się okazało, że digitalowi analfabeci (w ich gronie bywam i ja) śmigają w zoomy i discordy niewiele gorzej od młodzieży, co ze smartfonem w dłoni przyszła na świat. (Choć akurat ten szeroko edukacyjny, wyrastający poza kwestie trzeźwienia, aspekt wspólnoty odkryłam już dawno, teraz wypatrzyłam tylko kolejny przykład). 

W pierwszych dniach #zostańwdomu wszyscy potrzebujący wsparcia, ci dzwoniący na infolinię AA lub pragnący powrócić na wspólnotowe łono, słyszeli: niestety, nie spotykamy się na żywo. Wkrótce jednak zdanie to zyskało ciąg dalszy: …ale mityngi są organizowane w internecie lub przez telefon. A potem się okazało, że to pozorne utrudnienie staje się ułatwieniem, znosi bowiem bariery (często wyolbrzymione, co nie znaczy, że nie realnie powstrzymujące) przed przyjściem na spotkanie AA. Na jednym z internetowych mityngów usłyszałam wypowiedź alkoholiczki: gdyby nie te spotkania w sieci, nigdy bym do was nie przyszła, tak się wstydziłam. Na mityng telefoniczny czy internetowy można wejść bez rejestrowania się, podawania danych, bez pokazywania twarzy, chyba bardziej anonimowo już się nie da.

Ale ponieważ można bardzo anonimowo, to otwierają się też, na razie na szczęście niezbyt szeroko, drzwi potencjalnych nadużyć (w ten oto sposób przechodzimy gładko do minusów, niedogodności oraz zagrożeń).
Dostałam od jednego z uczestników AA sms-ostrzeżenie o nowym zjawisku na – bodajże – anglojęzycznych mityngach: na online’owe spotkanie loguje się ktoś anonimowo, a następnie zawłaszcza je/uniemożliwia prawidłowy jego przebieg/wprowadza zamieszanie i niepokój, zniesmacza lub bulwersuje swoją wypowiedzią. Fakt, zalogować się może absolutnie każdy, adresy mityngów widnieją na oficjalnej stronie AA. O ile zakłócanie spotkania jakichś tam alkoholików byłoby dla kogoś atrakcją (wiem, szaleńców nie brakuje). Choć wydaje mi się, że problem ten, jeżeli w ogóle, jest dopiero przed nami. Póki co wspólnota AA w Polsce nie jest aż tak znana, popularna i powszechna (jak w USA chociażby), by chciało się na nią robić zajazdy**.  Poza tym admin czy prowadzący mityng online ma możliwość błyskawicznego rozwiązania problemu – wystarczy wyłączyć przeszkadzaczowi mikrofon czy usunąć go ze spotkania. Na żywo pacyfikacja wymaga znacznie większych nakładów cierpliwości, umiejętności, a czasem sił.  

Kolejna rzecz: mam wrażenie, że spotkania na skype, zoom, gotomeeting, a jeszcze bardziej telefoniczne, wymagają znacznie większej koncentracji, większej energii, by nie ulec rozproszeniu (jestem wzrokowcem, brak możliwości skupienia wzroku na czymś/kimś konkretnym powoduje u mnie odlot w inne rejony, kompletnie na przykład nie umiem korzystać z audiobooków). Mniejsze skupienie skutkuje rozproszeniami, a te nudą. A skoro nuda, to może sprawdzę maile, przeskroluję fejsbuka, rzucę okiem na newsy z kraju, ze świata, z pudelka. Rozproszenie jeszcze większe i właściwie poczucie, że ten mityng jest jakiś taki miałki, płaski. Ale… przecież mogę jednym kliknięciem przeskoczyć na inny, może będzie ciekawszy. Turystyka mityngowa ma też ciemniejszą stronę – bez żadnego wysiłku mogę być wszędzie, bo w tym samym czasie odbywa się kilka mityngów, i nawet nie zauważyć, że przez to skakanie nigdzie tak naprawdę nie jestem. Z niczego nie korzystam. Niewiele, jeśli cokolwiek, od siebie daję. 
W pewnym momencie zastanowiły mnie przedłużające się chwile ciszy, uporczywie milczenie, zwłaszcza wobec jeszcze niedawno wyrażanej wdzięczności za dostęp do jakichkolwiek, choćby internetowych spotkań w tak trudnym czasie. Lecz jeśli wpadam na mityng w jego trakcie albo dzielę uwagę pomiędzy kilka tematów/mediów, to może być mi trudno się zorientować w temacie. Najlepiej się więc nie wypowiadać. To i tak lepsze niż opcja: nie wiem, no to powiem, bo mam swoją historię, jedyną, ale pasuje za to na każdą okazję.

Rozmaite czynniki się zapętlają i wzajemnie potęgują: powierzchowność i długie milczenie mogą powodować, że nie bardzo mam chęć podłączyć się do mityngu. Jeśli skaczę ze spotkania na spotkanie, z platformy na platformę, trochę ciężko z utrzymaniem poczucia przynależności i wspólnoty. Bo niby z kim tę wspólnotę zbudować? Z niewidzialnymi głosami? Niewiele mówiącymi nickami? Wiele osób deklaruje tęsknotę za dawnymi prawdziwymi spotkaniami. Pewnego sentymentu może się dorobić nawet ten wkurzający gość, mamroczący w kącie zawsze to samo albo ta trochę arogancka dziewczyna, która ciągle się użala, ale przecież wszystko wie najlepiej. Tak, nawet ich zaczyna jakoś brakować. 

Jest jeszcze jedna kwestia, związana z anonimowością. Logujesz się na rozmaite platformy, dotychczas nie wykorzystywane i nieznane, a może i znajome, ale używane w celach profesjonalnych, pod nazwiskiem, czasem też nazwą firmy. Nawet jeśli zauważysz, że te dane są widoczne dla wszystkich, nie zawsze umiesz je usunąć/schować/zamienić na mniej personalne. Na kilku mityngach spotkałam znajomych z całkiem innych zebrań czy organizacji. Nie miałam pojęcia, że łączą nas również kwestie zdrowotno-duchowe. Pokojarzyłam też parę faktów, których nieznajomość naprawdę mi nie wadziła. Czy to wykorzystam? Nie sądzę. Nie mam ani potrzeby ani zamiaru. Ale… czy wszyscy będą tak dyskretni? 

Zastanawiałam się, a może i martwiłam, jak sobie damy radę ze służbami, sponsorowaniem nowicjuszy, literaturą czy siódmą tradycją. Całkiem niepotrzebnie. Wszystkie te kwestie potrafimy ogarnąć – w końcu alkohol też potrafiliśmy zorganizować zawsze. I prawdopodobnie z pozostałymi zagrożeniami też sobie poradzimy, przekujemy je w lekcje. Trzeźwi alkoholicy stają się nauczalni, wyciągają wnioski.

*


Temat picia (czy w kwarantannie jest większe i straszniejsze), radzenia sobie z nim (ale przecież ośrodki, detoksy i terapie pozamykane) zaciekawił wiele osób. Dziennikarze pytają, specjaliści objaśniają i prognozują. Jeden z branżowych przyjaciół napisał na swoim blogu:
Zastanawiam się, jak będzie wyglądało nasze (AA-owskie) środowisko, kiedy problemy z koronawirusem już się skończą. Alkoholicy przekonani przez psychoterapeutów lub kolegów z AA, że jeśli nie będą obecni na kilku mityngach tygodniowo, to na pewno zapiją się na śmierć, zorientują się, że to nie jest prawda. Bo też nie wszyscy mogą, chcą i potrafią podłączyć się do jakiegoś spotkania on-line, na takiej lub innej platformie internetowej.Oczywiście pewna liczba uzależnionych wróci do picia. Ci, którzy własny lęk przed zapiciem w związku z nieobecnością na mityngach, rozkręcą tak bardzo, że wywołają sobie nawrót choroby alkoholowej, ale nie sądzę żeby były to liczby znaczące. Będą też tacy, którzy brak mityngów potraktują jako usprawiedliwienie picia. Część ze sponsorów pracuje z podopiecznymi zdalnie, przez internet. Czy „po wszystkim”, sponsorom i podopiecznym znów będzie się chciało wychodzić z domów?
A może na mityngach on-line pojawią się ci, którzy dotąd nigdy do AA nie trafili i dzięki temu przekonają się, że nie taki diabeł straszny? ***
(meszuge.blogspot.com) 

Ja mam nadzieję, że pogubieni powrócą, a rozproszeni się zjednoczą, wkleją we Wspólnotę, która przetrwa i ten czas, jak przetrwała wszystko do tej pory. A po mobilizacji wobec stanu wyjątkowego zostanie nam kilka ciekawych rozwiązań, których wcześniej nie widzieliśmy, nawet ich nie przeczuwaliśmy, oraz inicjatyw, które otworzą AA dla nowych członków (tak jak już się to dzieje w przypadku mityngów dla g/Głuchych). 




---
* Jak teraz nazywać dawne spotkania? Z określeniem „normalne” w odniesieniu do AA zawsze mam lekki problem, jakby było jakimś może nie nadużyciem, ale zniekształcaniem rzeczywistości, wydaje mi się, że wszyscy tu w AA (choć może i tu na ziemi) jesteśmy trochę wariatami, co swoją drogą czasem bardzo mi pasuje.
** Oczywiście na otwarte mityngi w realu też może przyjść każdy, ale musiałby się wykazać jednak większym samozaparciem niż wkliknięcie się w spotkanie (trolle należą do gatunku upierdliwego, lecz leniwego, a ponadto strachliwego, więc mało prawdopodobne, by któryś nieuzależniony troll wybrał się fizycznie na spotkanie i próbował się produkować przed żywymi ludźmi). Aczkolwiek znana jest mi frakcja alkoholików (dorobili się nawet własnej nazwy), grasująca po mityngach stacjonarnych w jednym z dużych miast, i podobnie się zabawiająca.
*** Całość tutaj. Na marginesie, szczególnie ciekawe poznawczo wydają mi się komentarze pod tym postem – przerzucanie się tradycjami AA, a raczej ich interpretacjami, rumakowanie z szabelką wspólnego dobra i głównego celu. Rzucić okiem i wyciągnąć wnioski warto. Ale, jak powiedział klasyk, to już zupełnie inna historia.  




14 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis - dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lepiej bym tego nie ujęła. Buziaczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Inspirujące...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe podejście ma też ostatnio Meszu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednego jestem pewien. Na mityngi wróci mniej alkoholików, niż bywało na nich w styczniu 2020.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, że w grupach i regionach pojawiają się propozycje, żeby "po wszystkim" nie rezygnować całkiem ze spotkań online, tylko robić mityngi hybrydowe. I to dobry pomysł.
      Jeszcze przed pandemią powstała kobieca grupa online, jednym z mocnych argumentów było umożliwienie uczestnictwa w mityngach dziewczynom, które nie mają z kim zostawić dzieci.

      Usuń
  6. Brak normalnych mityngów może alkoholika kosztować życie. Mityng jest najważniejszy - powinniśmy olać zakazy dla dobra cierpiących.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dość późno zainteresowałem się mitingami online- jakoś z miesiąc temu w sumie z ciekawości.Żałuję że nie korzystałem wcześniej, uważam że to genialna sprawa.Pracuję na zmiany więc nie zawsze mogłem uczestniczyć w tradycyjnych mitingach wtedy gdy tego potrzebowałem.Teraz mam ochotę słuchawki w uszy dawaj w wirtualną podróż - zwykle słucham będąc w pracy. Super pomysłem jest też to że jak wrócimy do normalności będzie możliwość nadal korzystania z mitingów online. Bardzo ważne jest mieć swoją grupę, ale istotne też jest podróżowanie i słuchanie innych doświadczeń a online to umożliwia:)
    Pozdrawiam Piotr

    OdpowiedzUsuń

202. chyba jakoś tak bym sobie to wyobrażała

Ciekawy dość tekst na portalu internetowym (mógłby być też w gazecie papierowej, nie przeszkadzałoby). Tematyka poniekąd alkoholowa, choć gł...