środa, 11 lutego 2015

142. odraczanie gratyfikacji

Zdolność do odraczania gratyfikacji była przez lata moją słabą stroną. Nie jestem pewna, czy w ogóle istniała. Być może jedynym jej przejawem był specjalny system jedzenia delicji: najpierw obgryzienie czekolady, a potem biszkoptowej bazy, by móc wreszcie przez dwie minuty zażywać rozkoszy płynącej z rozpuszczającego się powolutku na języku krążka pomarańczowej galaretki.
Ogromnym przełomem okazało się zrozumienie i zastosowanie hasła: Planuj działania, a nie efekty. Dosyć to odległe od Baw się teraz, zapłać później, które przyswoiłam błyskawicznie, gdy tylko zrozumiałam, że w moim krótkim życiu obietnice się jednak nie spełniają i choćbym nawet się wysilała, żeby zasłużyć, to moją nagrodę dostanie ktoś inny albo w ogóle się okaże, że tej nagrody nigdy nie było.
Planuj działania, a nie efekty. Efekty – przeważnie fantasmagorie, bo dotyczą czegoś, co nie istnieje, bo przyszłość to coś, czego przecież jeszcze nie ma – były właśnie gratyfikacją. Rojenia o moich sukcesach, o splendorze, o miłości i popularności to było coś! Coś bardzo dalekiego od żmudnego codziennego wysiłku, który zmierzał – kiedyś tam – do ukończonego dzieła. Problem był zwykle taki, że rozważając własne spektakularne sukcesy i pławiąc się w morzu szampana z bąbelkami, jakoś zapominałam, jakoś nie miałam energii, by zająć się banalną pracą. Bo pracy, wysiłku i trudu ponad wszystko nie lubiłam. A potem fantazje blakły, pojawiał się kolejny obiekt czy przedmiot rojeń, i tak w kółko. Ani działań, ani tym bardziej efektów. Co najwyżej rozgoryczenie, że innym to się udaje…

Odraczanie gratyfikacji jest procesem polegającym na planowaniu rzeczy przykrych i przyjemnych w taki sposób, by potęgować przyjemność przez to, że najpierw staje się wobec cierpienia, doświadcza go, a potem pokonuje jak przeszkodę. Jest to jedyny sensowny sposób na życie.
M.S.Peck, Droga rzadziej wędrowana

Planowanie rzeczy przykrych? O czym my mówimy?! Osoba uzależniona nie planuje rzeczy przykrych. Osoba uzależniona zrobi wszystko, by przykrych rzeczy uniknąć. Osoba uzależniona planuje wyłącznie przyjemności. Bardzo często przyjemność równa się ulga. Przyjemność równa się uniknięcie przykrości. Jak to wygląda w rzeczywistości i jaką osoba uzależniona ma skuteczność to ja chyba pisać nie muszę.
Zaczęło działać, gdy – trochę nieświadomie – zaczęłam działać. Robić te wszystkie rzeczy, za którymi nie przepadam, które mnie nużą i naprawdę nie mają wiele wspólnego z wielkim światem, z przyjemnościami, rozkoszami i la dolce vita. Czasami się zmuszałam i nadal zmuszam (tak jak teraz, próbując jednak skończyć ten tekst, który wisi nade mną rozbabrany od dwóch tygodni i trochę już raczej mnie gniecie), ale potem mam święty spokój i poczucie skuteczności. I to jest moja nagroda. Przy okazji, niepostrzeżenie, pojawiły się inne efekty. Nie spodziewałam się. Bo gdy się wciągnęłam w pracę, przestałam sobie wyobrażać, jak to będzie. Tworzenie kolejnych odcinków robót było na tyle pasjonujące, że już nie musiałam roić sobie efemerycznych sukcesów. Satysfakcja z wykonanej pracy, z wywiązania się ze zobowiązania (choćby wobec samej siebie, a może i zwłaszcza wobec siebie) była wystarczającą i namacalną nagrodą. I na razie ciągle tak jest.