Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycja Szósta AA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycja Szósta AA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2013

102. jeszcze o pieniądzach, współpracy i powiązaniach

Pieniądze zawsze wywołują emocje i spory. Zdarza się, że jakiś klub czy stowarzyszenie trzeźwościowe, by otrzymać dotacje na swoją działalność, powołuje się na Wspólnotę AA (a zatem wykorzystuje dobre imię AA, jej znak firmowy, jako wspólnoty o wysokiej skuteczności działania w obszarze radzenia sobie z uzależnieniem od alkoholu). Być może nazwa ta pada „przez przypadek”, „mimochodem”, ale AA jest odpowiednio kojarzone, a osoby z AA nie związane/urzędnicy/profesjonaliści naprawdę nie muszą mieć wielkiego rozeznania w temacie, nie muszą wiedzieć czy dana inicjatywa to AA czy klub abstynenta, nie muszą znać naszych Tradycji, zasad i wiedzieć, że my nie przyjmujemy dotacji z zewnątrz. Zatem zadbanie o dobre imię Wspólnoty, uczciwe rozdzielenie działalności AA i organizacji trzeźwościowych leży raczej w gestii członków-alkoholików  tej organizacji, szczególnie, jeśli jednocześnie są członkami Wspólnoty AA.
Poza wszystkim innym, działania powyższe, próby – często naprawdę podejmowane w dobrej wierze i z jak najlepszymi intencjami – połączenia AA z czymkolwiek, powodowały i powodują niezgodę i kłótnie w AA, a zatem rozłam, czyli godzą w jedność naszej Wspólnoty (Tradycja Pierwsza).

Powiązanie AA z jakąkolwiek inną, choćby cenną inicjatywą zawsze rodzi niebezpieczeństwo rozłamu – bo nie każdemu ta inicjatywa może wydawać się cenna; bo skoro z jednymi się związaliśmy, to czemu nie z drugimi, z tymi też możemy; wreszcie – bo w razie przemiany/ewolucji tej inicjatywy w coś odbiegającego od charakteru AA, jej ośmieszenia (za co przecież nie możemy odpowiadać, bo nie my, jako AA, ją tworzymy i o niej decydujemy) Wspólnota AA zostaje wciągnięta w rozgrywkę, połączona z czymś, co może być co najmniej dwuznaczne, „skażona” skandalem czy zwykłą niejasnością. A to wszystko już bardzo szkodzi najważniejszemu naszemu celowi. Powinniśmy być jako Wspólnota AA nieskazitelni i neutralni, by jak najwięcej cierpiących alkoholików mogło skorzystać z naszego sposobu, z tej wspaniałej możliwości osiągnięcia trzeźwego życia, z jakiej i my mięliśmy szansę skorzystać. Im mniej punktów zapalnych, tym większa szansa, że cierpiący alkoholik przyłączy się do Wspólnoty. I nie chodzi o to, by rozściełać czerwone dywany, ale by nie rzucać dodatkowych kłód pod i tak niezbyt stabilnie stąpające nogi.
*
A jak mogę wykorzystać Szóstą Tradycję w życiu osobistym? Widzę jedno podstawowe podobieństwo – żyć swoim życiem, a nie życiem innych ludzi, co grozi brakiem czasu i energii na własne zadania i refleksję nad własnym postępowaniem. Nie włączać się do zadań, które nie są zbieżne z moimi zadaniami, z moimi celami. Na pewno – i to mam dobrze przećwiczone – nie angażować się w spory i nieporozumienia bliskich i znajomych, którym mój autorytet, moje zdanie czy też moje poparcie jest potrzebne do własnego celu. Cena dla mnie, a raczej dla idei, którą wyznaję i w imię której działam, ale też dla wagi moich wartości, może być nieadekwatna do jednorazowego efektu. A z pewnością nie włączać się w te spory bez wyraźnego zaproszenia. 

niedziela, 30 czerwca 2013

101. współpraca – tak, spółka – nie

Grupa AA nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu. Tradycja 6 AA
*
Nie będę w tym miejscu powtarzać opowieści o doświadczeniach początkującego AA z nieudanymi próbami powiązania Wspólnoty z medycyną (szpitale) czy inną okołotrzeźwościową działalnością (kluby, ośrodki). O tych doświadczeniach można przeczytać w książkach 12 Kroków i 12 Tradycji i Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość. Osobiście miałam styczność z dwoma „problemami”: zbyt bliskimi powiązaniami AA z Kościołem katolickim oraz urzędami państwowymi: samorządowymi, gminnymi, miejskimi, dzielnicowymi, czyli próbą umoszczenia AA gdzieś pomiędzy wójtem a plebanem. Zdaje się, że w polskich realiach AA (czy to z powodów ekonomicznych, czy może pewnej niechęci i braku świadomości, czy wreszcie uwarunkowań gospodarczych i ustrojowych) ciągle jeszcze np. w kwestiach wynajmu sal na swoje spotkania musi korzystać z pomocy czy też dobrej woli przedstawicieli władz miasta, gminy, dzielnicy, zarządców/kierowników ośrodków terapeutycznych, szpitali, przychodni oraz Kościoła katolickiego (rzadziej innych wyznań). I wszystko mogłoby być w porządku (realne koszty utrzymania i kwestie faktycznej niezależności finansowej AA to już temat kolejnej, Siódmej Tradycji), gdyby na ustaleniu jasnych zasad, uwzględniających nasze Tradycje, się kończyło. Gorzej, gdy komuś się nagle zacznie wydawać, że skoro użycza Wspólnocie sali na spotkania, to członkowie Wspólnoty w sposób oczywisty i poza umową (bo udział w pewnych działaniach, np. remoncie może być wcześniej ustaloną przez strony formą „odpłatności” za salę) włączą się np. w remont budynku (fizycznie lub finansowo), będą chodzić z petycją w jakiejkolwiek sprawie czy też opowiedzą się po którejś (oczywiście tej jedynej właściwej) stronie w jakimś sporze. Gorzej, gdy niektórym członkom Wspólnoty AA zacznie się wydawać, że nie ma w tym niczego złego. No, bo czy to by komuś zaszkodziło? Nie, pomoc przy remoncie sali, z której korzystamy niemal za darmo albo wsparcie społeczności, z którą się znamy i czujemy się z nią związani nie jest niczym złym, a wręcz może być pożyteczne i rozwijające, pod warunkiem wszakże, że to wszystko będzie robił „cywilny” człowiek, a nie członek Wspólnoty AA. Jan Kowalski tak, ale już Janek, alkoholik z AA niekoniecznie. Z bardzo prostej przyczyny – jeśli jako cierpiąca alkoholiczka przychodzę na mityng, który ma ratować mi życie, i słyszę tam, że muszę dać pieniądze na kościół, muszę poprzeć lokalnego kandydata na stanowisko burmistrza, a ja nie mam zamiaru nikogo i niczego popierać, tym bardziej, że chwilę wcześniej przeczytano mi Preambułę AA, która mi to gwarantuje, to zaczynam się zastanawiać, czy chcę tu należeć, czy to naprawdę miejsce uczciwe, czy też kolejne takie, w którym głoszone zasady to jedno, a realne czyny – coś zupełnie innego. Przecież powiedzieli, że za swoją pomoc niczego ode mnie nie będą chcieli, że to bezinteresowne. I naprawdę nie interesuje mnie czy ksiądz tej parafii jest dobroczyńcą dla alkoholików albo czy kandydat na burmistrza zafundował alkoholikom z grupy wyjazd do Lichenia, Częstochowy czy nad Solinę. Poza tym, ja naprawdę mam prawo mieć resentyment do kościoła katolickiego oraz do konkretnej opcji politycznej, reprezentowanej przez owego kandydata. Bo moje poglądy nie mają absolutnie żadnego wpływu na moją przynależność do AA (gwarantuje mi to przecież Trzecia Tradycja).
*
Jest jeszcze jedna sprawa, która może być równie istotna – wizerunek Wspólnoty (a co za tym idzie – jej skuteczność) w społeczeństwie. Powiązanie z jakąkolwiek opcją polityczną, religijną, filozoficzną i ideologiczną powoduje, że przeciwnicy tej opcji (a zawsze są jacyś przeciwnicy każdej opcji) być może nigdy nie skorzystają z pomocy AA, nie będą Wspólnoty brać pod uwagę. Ale to nie wszystko. Kojarzy mi się pewien obrazek: huczne obchody okrągłej rocznicy powstania pewnej grupy AA; po uroczystej mszy i czymś w rodzaju mityngu rocznicowego pełnego podziękowań lokalnym działaczom miejskim, członkom/pracownikom urzędu gminnego, burmistrzowi i dyrektorowi miejscowego ośrodka leczenia uzależnień, wszyscy obecni, członkowie Wspólnoty AA oraz goście, są proszeni na skromny poczęstunek (wcześniej, w podziękowaniach dowiadują się, że poczęstunek sponsorowany jest przez urząd gminy), przechodzą do części ogrodu, gdzie pod białymi parasolami czekają już zastawione jedzeniem i napojami stoły. Czy na pewno nikogo nie zdziwią i nie będą razić reklamowe napisy na białych parasolach? Napisy, będące przypadkiem logo jednego z większych w kraju browarów. Być może alkoholicy to przełkną bez większego problemu, ale… czy naprawdę warto ryzykować, by jakiś niezwiązany z problemem alkoholowym człowiek, z natury trzeźwo myślący nie zaczął się zastanawiać, czy ci alkoholicy faktycznie są ludźmi odpowiedzialnymi, kierującymi się zasadami, jak sami głoszą w swoich gorących opowieściach o zmianie, jaka zaszła dzięki AA w ich życiu? Czy zjedzenie kiełbasy i wypicie oranżady pod reklamą alkoholową jest grą wartą świeczki? Czy to aby na pewno nie szkodzi wizerunkowi AA? Owszem, każda grupa jest niezależna, co gwarantuje jej Czwarta Tradycja, ale z tym drobnym zastrzeżeniem, które w tej konkretnej sytuacji jest chyba przekraczane – bo to jednak dotyczy AA jako całości.

204. pompatycznie i obrazoburczo

Zastanawiałam się, czy jest jakiś zauważalny moment, w którym posłanie AA zaczyna działać. Może początek to iskra nadziei – że jest coś, co...