wtorek, 18 marca 2014

120. o korzyściach stania w szeregu

Pewien popularny AA-owski mówca leciał do Teksasu, na dużą imprezę AA, gdzie miał opowiadać swoją historię. Rozszalała się burza, samolot wpadł w straszne turbulencje. Lecąca z nim kobieta spytała, co by się stało, gdyby mówca się nie pojawił. „To jest mityng AA”, wzruszył ramionami. „Znajdą kogoś innego!”

Duch rotacji sprzyja rozwojowi pokory, która przypomina nam, że to posłanie AA jest ważne, a nie osoba je niosąca.*

Przywództwo w AA nie polega na tym, aby zebrać wokół siebie grupę ludzi, którzy się z tobą zgadzają i pracują aby zrealizować program. Przywództwo w AA nie polega na stawaniu się coraz popularniejszym, po to, aby uczestnicy podążali za tobą w konkretnym kierunku. Dla mnie osobiście przywództwo było i jest wspieraniem Wspólnoty, kiedy ta poszukuje sposobu osiągnięcia sumienia grupy. Osiągnięcie sumienia grupy jest główną rolą rzecznika rady, ponieważ sumienie grupy jest naszą jedyną władzą. Przywództwo w AA jako całości polega na służbie – służbie dla Wspólnoty, aby ta mogła skuteczniej docierać do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi.*

Rotacja może być prawdziwym krokiem do przodu w rozwoju osobistym – krokiem ku pokorze, który dla niektórych osób jest duchową kwintesencją anonimowości. Rezygnujemy z osobistego prestiżu w pracy AA. Rotacja przynosi duchowe nagrody bardziej trwałe niż sława. Nie mając żadnego „statusu” w AA do postawienia na szali, mamy całkowitą wolność aby służyć kiedy jesteśmy potrzebni. Nie musimy walczyć o tytuły i pochwałę. W ramach Tradycji Drugiej, rotacja jest główną metodą jaką posiadamy my, uczestnicy AA, aby zapobiec temu, że władza, prestiż i zabieganie o osobisty poklask wypaczą nasze najlepsze intencje.*



* Cytaty pochodzą z Raportu końcowego 22 Światowego Mityngu Służb, który odbył się w 2012 roku, w Nowym Jorku. 

wtorek, 11 marca 2014

119. czy we wspólnocie wszystko jest wspólne?

Zaledwie parę tygodni temu pisałam o powrocie do szeregu, o powstrzymywaniu się przed epatowaniem własnym intelektem, wiedzą, pomysłami, osobowością, o duchowym aspekcie anonimowości. I oto nadszedł czas weryfikacji… A może badania własnych granic i szukania równowagi? No i adekwatnej reakcji. Załatwiania spraw, a nie wyłącznie narzekania, że ktoś coś mi…

*

Pamiętam moje zaskoczenie, ale też swego rodzaju ulgę płynącą ze zrozumienia, kiedy wypełniając tabelę uraz do 4 Kroku odkryłam, że owszem, moje pretensje mają jakieś tam zaczepienie w faktach, ale to ja dawałam się krzywdzić czy nieodpowiednio traktować, sama się przyczyniłam do pewnych nieprzyjemnych dla mnie zdarzeń. Po wypełnieniu tej tabeli mój ogromny żal do byłego narzeczonego za brak szacunku, uczuć, troski znacząco się skurczył. Tak, on tak właśnie się zachowywał, ale przecież nie przykuł mnie do kaloryferów, nie trzymał mnie przy sobie siłą. Po pierwszym bolesnym doświadczeniu mogłam zareagować, po drugim odejść. Pozostanie w tej relacji, narażanie się na kolejne nieprzyjemne sytuacje, to był mój wybór. Mój udział zobaczyłam nawet w dokonanym na mnie w tramwaju akcie kradzieży. Oczywiście, udział złodzieja nie stał się ani odrobinę mniejszy czy usprawiedliwiony. Natomiast odkrycie mojej lekkomyślności – portfel na samym wierzchu otwartej torebki – pomogło uporać się z poczuciem krzywdy i tendencją do obwiniania innych. Mój udział nie znosi czynu dokonanego przez kogoś, może co najwyżej uspokoić emocje, ustawić je na właściwych torach. No, i dać mi lekcję na przyszłość. Czego unikać, jak się zachować.
Pamiętam kolejne zdziwienie, gdy po pewnym mityngu odkryłam brak telefonu komórkowego w kieszeni płaszcza. Oniemiałam. Ale bardzo szybko przyszła myśl: A czego ty się spodziewasz? Jesteśmy bandą chorych i zdeprawowanych ludzi o przetrąconych wartościach. Skąd pomysł, że nagle, po przekroczeniu progu mityngowej sali wszystkie wady nagle znikną albo zatrzymają się w bezruchu, a my zamienimy się w chodzące ideały i wzory do naśladowania dla małych dzieci?
Kradzież zawsze boli. Czy również intelektualna? Ta chyba wciąż bardziej mnie zadziwia. Ale czy umieszczając moje przemyślenia i eseje w tej ogromnej i tak naprawdę dzikiej przestrzeni, jaką jest internet nie powinnam przewidzieć sytuacji podobnej do tej z moim portfelem w tramwaju? Naiwność, bezmyślność, lekkomyślność to wady charakteru. Gdy dziwię się, a może nawet oburzam, że jakiś alkoholik na programie (musi na nim być, skoro pisze o Tradycjach AA), ukradnie moje teksty, kierują mną właśnie te wady charakteru (o egocentryzmie nawet nie wspomnę!). Ale nie ukrywam, że również zwyczajna ciekawość co do sposobu myślenia tej osoby: przepisać co drugie zdanie, podpisać własnym imieniem, a potem jeszcze wysłać do biuletynów AA, po to, by te teksty zostały wydrukowane i poszły w Polskę? To jest dopiero brak rozwagi. Bezmyślność czy hucpa? (jedno i drugie nie jest u alkoholików niczym niezwykłym – wiem, w końcu Krok Piąty mam już za sobą).
Zastanawiałam się kiedyś jaki jest sens spisywania cudzych prac (na terapii). Na cudzej pracy przecież się nie wytrzeźwieje. Ale być może czegoś nie wiem, nie dostrzegam, może właśnie dogłębnie się zrozumie, a nawet wprowadzi we własne życie Tradycje AA opisane przez kogoś innego (oszukiwanie własnego sponsora od Tradycji to już całkiem inna kwestia). Tak, wiem, że zbiorowa mądrość AA polega na dzieleniu się. Może warto by było jednak zgrać definicje i zastanowić się, czy faktycznie wszystko jest do wzięcia i ewentualnie w jakim zakresie. Warto też mieć świadomość, że teksty, nawet te z internetu, mają swoich właścicieli, autorów, a niektóre są chronione prawem autorskim. 
Fakt, jestem dość mocno wyczulona na naruszanie własności intelektualnej, może z racji zawodu (nie będę oczywiście nikomu udowadniać, że nie miał takich samych doświadczeń jak ja, że nie wpadł na takie same porównania, bo to karkołomna zabawa), ale czy naprawdę różni się ona aż tak bardzo od własności materialnej? Ja też kiedyś nie widziałam niczego niewłaściwego w drukowaniu moich prywatnych wielostronicowych plików w miejscu pracy, ani w prowadzeniu długich prywatnych rozmów przez telefon służbowy. Jeśli coś jest, leży bezpańsko, to znaczy, że można brać, samo się prosi. To, że dziś nie ruszam nie swoich rzeczy, nawet gdy leżą na ławce w pustym parku, jest kwestią świadomości i wysiłku myślenia i kroczenia tą nową przemyślaną drogą. I znowu wraca do mnie zdanie: Jest tylko jedna osoba zobowiązana do przestrzegania jakichkolwiek zasad, wyznawania jakichkolwiek wartości – ta, która sama tak postanowi. Tak dla porządku – to ostatnie zdanie jest własnością intelektualną pewnego alkoholika, nie moją. Na jego wykorzystanie mam osobistą zgodę.