poniedziałek, 7 grudnia 2015

165. zabawne filmiki

Człowiek jest tak skonstruowany, że jeśli wokół niego dzieje się coś dziwnego (coś, czego nie zna, co wykracza poza jego doświadczenie, co jest „z innej płaszczyzny”), zwiększa czujność. Tu dzieje się coś nienormalnego, w sensie – niezwykłego – więc trzeba mieć się na baczności, sprawdzić trzeba, zbadać, jak się do tego odnieść. Czy uciekać, walczyć, a może odpuścić, bo to neutralny element innej, nieznanej rzeczywistości. Kluczowym słowem jest „neutralny”, a więc nie niebezpieczny.

*

Oglądam filmik na fb: hipermarket, zabiegani kupujący. Nagle, przy stoisku warzywnym rozlega się przyjemny baryton, ewidentnie szkolony. Po kilku taktach dźwięk dobiega do kupujących – zatrzymują się zdziwieni, szukają źródła głosu. To pan w stroju ochroniarza albo parkingowego, namiętnym śpiewem wabi cebulę. Za chwilę dołącza do niego drugi pan, elegancki taki bardziej, w dopasowanym płaszczyku, z żelem na grzywie, nowoczesny. Doprawia baryton nutą tenoru. Klienci już formują się w grupki, już telefony komórkowe w dłoniach, już filmują. Teraz sopranem zajeżdża ekspedientka z rybnego, niosąc okazałego okonia. Ludzie już wiedzą, już złapali – to przedstawienie jest. Robią nam tu operetkę na żywo. Ale super!

Może i super. Może to nowe formy marketingu (w tym hiperku robią niespodzianki, dzieje się, warto tu chodzić, mają luz, spójrzmy na nich z sympatią, polubmy ich). Fajnie, że ludzie się bawią, mają chwilę na oddech. Fajnie, że nie tylko w tym sklepie, bo jeszcze śpiewają w metrze (widziałam na żywo), stepują, na ulicy tańczą grupowo z zaskoczenia biorąc przechodniów, różne takie robią performance i inne akcje artystyczne. Nawet jak dziwne są, to artystyczne, im bardziej dziwne, tym pewnie bardziej artystyczne, tylko ja za prosta jestem i nie rozumiem współczesnej sztuki. A może mam świra w drugą stronę, może jestem ogarnięta manią prześladowczą i teorią spiskową (niewykluczone, że niedługo zacznę spacerować z brzozowym pieńkiem pod pachą), ale… Przychodzi mi do głowy taka wizja:
Rok 2025. Metro, autobus, plac zabaw, kino. Wstaje jakiś człowiek i zaczyna wyrzucać do góry ręce. Albo szarpać drugiego człowieka, obok. Bez słów. Albo wchodzi sznur gości, idą równo, okrążają siedzących. Normalnie, w dawnych czasach, pomyślałabym – ki diabeł? Co jest grane? Zwiększyłabym czujność. Omiotła miejsce wzrokiem, łapała szczegóły, zlokalizowała wyjścia awaryjne. Tak, w dawnych czasach. Ale teraz jestem już wytresowana, już wiem, że ludzie teraz tak robią, to sztuka może jakaś będzie czy inna akcja. Spokojnie, trzeba to jakoś przetrwać, a może nie będzie badziewia, może nawet ciekawie będzie. Nawet jeśli ktoś kogoś szarpie, nawet jeśli idzie z butelkowymi tulipanami, łańcuchami albo dymiącym przedmiotem to przecież tylko performance, nie ma co szumu robić, nie ma co się wygłupiać, jeszcze mnie nagrają na te cholerne smartfony, wrzucą potem w sieć i będę skończona po wsze dni, że się tak wyrwałam i ośmieszyłam, że na sztuce się nie poznałam, wieśniara jedna. No, więc nie reaguję, gdy pani wywleka niemowlaka z wózeczka i rzuca nim o huśtawkę. E, to na pewno lalka. Gdy młodzieniec kopie staruszkę – e, to pewnie taka choreografia, wrestlingowcy też przecież udają, a widziałam na filmiku, jak taka jedna staruszeczka o kulach wymiatała potem szpagaty do taktów tanga. Gdy goście w kominiarkach biegną z bronią – film może kręcą jakiś, eksperymenty na psychice ludzkości robią, jak ludzkość zareaguje. A jak się potem okaże, że to nie była lalka, nie choreografia, nie eksperyment, to zawsze będę mogła powiedzieć (o ile ci goście w kominiarkach nie zahaczą mnie kulą, również nieślepą): ale skąd mogłam wiedzieć? No przecież teraz to wszystko jest dla beki, dla kontentu na FB czy inną platformę. Bo przecież ja widziałam podobne akcje, nie ma się czego bać, nie ma co robić szumu, bo to wszystko na niby.

*

Jestem w średnim wieku – chyba tak to się nazywało zawsze, choć teraz to w kwiecie jestem, a raczej będę, jeśli się podeprę hialuronami i etceterą – a to znaczy, że zahaczyłam o zamierzchłą epokę bez komórek, Internetów, efektów specjalnych, za to z żywymi relacjami, z paroma dotkliwymi upadkami, które mi pokazały, że sztuczka z filmu nie działa na żywo, że rzeczywistość jest inna niż pokazują media. Załapałam się na hasło: media kłamią. Wtedy, 30 lat temu, wiedzieli to wszyscy i tego się trzymali. Dziś niby wiemy, ale… przecież komuna już zdechła. A media kłamią tak samo (pokazują nieprawdziwą wersję świata), tyle że żyjąc tak, jak w większości żyjemy, nie mamy okazji, może też nie chcemy, zweryfikować tych treści. Jeśli moim jedynym nauczycielem i oknem na świat jest Internet (jasne, tam jest mnóstwo przydatnych informacji, oprócz hałd chłamu) to nawet nie wiem, kiedy łyknę tę wizję jako najprawdziwszą na świecie.
I jak oglądam któryś z kolei taki filmik, to nawet się uśmiecham, nawet bym zalajkowała, ale… coś mi mówi, że to po prostu kolejny odcinek fałszu, który ma znacznie bardziej podstępne dno – stępia mnie naprawdę, stępia moją wrażliwość i rzecz najważniejszą i najpierwotniejszą, wprost z gadziego mózgu – mój instynkt przetrwania.