Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycja Piąta AA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycja Piąta AA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2014

124. wredne pytanie

Czasem ktoś ci zada takie pytanie: niby nic, niby prosta sprawa, niby ciebie tak bardzo nie dotyczy, właściwie to pytanie dość ogólne jest, ale… jakoś tak nieprzyjemnie się robi. Bo niby niewinne pytanie osadzające się pylistym dźwiękiem wewnątrz głowy, jakoś tak nieprzyjemnie drażni. I już po chwili wiesz, czemu drażni. Bo to bardzo wredne, podstępne pytanie!

*


Nie lubię takich pytań, choć prawdę mówiąc przynoszą mi najwięcej korzyści. Później, gdy się już z nimi uporam, ułożę. Ale zanim to się stanie, zwyczajnie ich nie lubię. Nie lubię widzieć, że nie jestem taka, jak sądziłam, jak sobie mimo wszystko wyobrażałam, a nawet roiłam. Bo takie pytanie, całkiem przy okazji, obnaża fakt, że te fragmenty myślenia o sobie, to nic ponad rojenia właśnie.
Ale do rzeczy! Za co dokładnie nie lubię kolegi, który zadał pytanie na jednym z forów, na internetowej grupie dla alkoholików? Bo przez niego musiałam przyznać, że jeszcze sporo mi brakuje do wizji działaczki-współpracowniczki. Otwartej na ludzi. Rozumiejącej ludzi. Lubiącej, a nawet kochającej ludzi. Naprawdę sporo.
Pytanie dotyczyło Tradycji Piątej, choć tak naprawdę spraw dużo szerszych: 
Czy mam z kimś wspólne cele i czy potrafię działać w grupie?
Uch!?! W grupie… Ale po co zaraz w grupie? Potrafię świetnie działać, jestem skuteczna, jestem obrotna i kreatywna, ale… po co w to mieszać innych? Inni komplikują, spowalniają, wypaczają, przeszkadzają, psują wreszcie. Inni to kłopot. A ja się te kłopoty nauczyłam omijać doskonale. Kiedyś, dawniej, już w dzieciństwie. A skoro coś dobrze działa, to po co zmieniać?
No, tak, wiem dobrze po co, wiem, do czego prowadzą samotne wycieczki alkoholika (alkoholiczki) o wybujałych instynktach wszelakich! I wiem, że w pojedynkę mniej mogę osiągnąć niż w grupie. I jeszcze przeczuwam, a czasem już nawet czuję, że duchowa korzyść z działań wspólnych jest większa niż z występów solowych.
Między egocentryczną egoistką a otwartą na współpracę i ludzi społecznicą są przystanki pośrednie. Na razie zatrzymałam się na przystanku mniej lub bardziej bezinteresowne działania na rzecz innych są w porządku, są w zasięgu moich możliwości. Ale póki co, wciąż łatwiej robić mi coś „dla” niż „z”.

Tymczasem, ja mam się nauczyć nie tylko działać (co też musiałam zrewidować, bo owszem, działałam, tyle że czasem bezmyślnie, impulsywnie, bez planu i często bez pozytywnych i zadowalających efektów), ale współdziałać. W relacjach interpersonalnych zawsze coś mi szwankowało. A najbardziej wtedy, gdy trzeba było coś rozwiązywać – kolektywnie. Sama mogłam uratować świat. Ale dzielić się z innymi troską, obowiązkami i triumfem (Tu cię mam!)???
Tak całkiem przy okazji zauważyłam, że im głębszą z kimś osiągnę więź, tym większa gotowość do rezygnacji z używania moich wad, forsowania moich najlepszych ze wszystkich pomysłów czy stawania okoniem (czyli: A róbta se sami, nie będę rzucać pereł przed wieprze). A jeśli do tego wszystkiego jestem w stanie zobaczyć jakiś wspólny cel… tak, to zdecydowanie zwiększa szanse na współpracę. Najważniejsze zatem, żebym zechciała (żeby mi się chciało) podjąć wysiłek szukania wspólnego celu – różnych, rozmaitych, w różnych wspólnotach – wtedy współdziałanie będzie dużo prostsze. 

środa, 22 maja 2013

098. warto wiedzieć, co się nosi


Napisałam niedawno o Piątej Tradycji AA, ale wyszło mi dość… ciężko. Postanowiłam więc trochę rzecz skrócić i uprościć. Bo chodzi w tym przecież o sprawy bardzo proste i realne sytuacje, a nie żadne wydumane teorie czy abstrakcyjne historie.

Każda grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi. 
Tradycja Piąta AA

* 
W skrócie, tradycja ta określa zakres działalności Anonimowych Alkoholików. Dlaczego mówi tylko o jednym celu? Bo lepiej robić jedną rzecz dobrze niż zaledwie jako tako działać na wielu frontach. Tylko jeden cel, by nie rozpraszać się i nie tracić z pola widzenia tego, co najważniejsze. (Tego akurat Anonimowi Alkoholicy nauczyli się z historii i na błędach Towarzystwa Waszyngtona: wszystko szło dobrze, póki Towarzystwo skupiało się na pomocy osobom uzależnionym od alkoholu, ale sukces w jednej dziedzinie podsunął pomysł na kolejne rejony aktywności; gdy do alkoholizmu dołączyły inne, nie mniej palące problemy społeczne, okazało się, że nie tylko nie idzie świetnie, ale wręcz kurczy się zdolność realizacji pierwotnego celu).

*
Czym jest i jak brzmi owo posłanie? Wszak by coś nieść, warto najpierw wiedzieć, co to ma być. Najprościej rzecz ujmując, posłanie AA to przekaz nadziei: Jest sposób! My, Anonimowi Alkoholicy mamy rozwiązanie problemu i sposób na życie bez alkoholu, w dodatku życie lepsze niż dotychczasowe. Nam się udało.
Kolejne pytanie: Kim jest alkoholik, który wciąż jeszcze cierpi? Najprościej sprowadzić rzecz do uzależnionych od alkoholu ludzi, którzy nie mogą przestać pić, nie widzą dla siebie szansy. W początkach Wspólnoty jej członkowie wyciągali takich alkoholików z knajp i barów, znajdowali „beznadziejne przypadki” w szpitalach miejskich. Dziś jest łatwiej, wielu alkoholików przychodzi do AA samodzielnie, ale jest wielu takich, do których trzeba dotrzeć z informacją, że jest szansa na zmianę, na wyzdrowienie. Dotrzeć w rozmaity sposób: przez profesjonalistów (lekarzy, policję, pracowników socjalnych, więziennictwa, pedagogów, psychologów, nauczycieli), ulotki informacyjne, ogłoszenia, wreszcie wizyty w izbach wytrzeźwień, na detoksach, szpitalach. Ale cierpiący alkoholik to przecież nie tylko nowicjusz, który nigdy wcześniej nie zetknął się ze Wspólnotą AA i jej Programem 12 Kroków. Coraz częściej cierpiących alkoholików, tyle że już wiele lat niepijących spotykam na mityngach. W ich przypadku często nie chodzi o zaprzestanie picia, bo to już przecież potrafią. Byc może ważniejszy staje się przekaz: Można dobrze, satysfakcjonująco żyć bez alkoholu. Rozwiązanie też mają Anonimowi Alkoholicy, i to od ponad 70 lat!

* 
W grupach wiele się mówi o zdrowieniu, gorzej, gdy to jedynie pusty slogan, za którym nie idzie konkretne działanie. Nie chodzi bowiem wyłącznie o zdrowienie „nasze”, czyli tych, którzy już członkami grupy są, bo doświadczenie AA pokazuje, że „nasze” zdrowienie opiera się wyłącznie na pomocy potrzebującym. Bez „przekazywania dalej” nie ma trzeźwienia. Jeśli grupa nie przyciąga nowicjuszy, nie stara się informować o sobie – sens jej istnienia jest delikatnie mówiąc dyskusyjny. Mało tego – wątpliwe jest jej „uzdrawiające działanie” na własnych uczestników. Nie jesteśmy, jako cała Wspólnota AA i jako jakakolwiek oddzielna grupa, klubem zamkniętym, skupiającym się tylko na własnych członkach. W praktyce to wcale nie musi wyglądać aż tak ewidentnie, to byłoby zbyt oczywiste, zbyt przerysowane. Wystarczy nie być otwartym, czyli wrażliwym na obecność nowicjuszy. Wystarczy ich jedynie „tolerować” i nie robić nic więcej. Można jeszcze przy tym deklarować, że nowicjusz jest tu – na naszym mityngu – najważniejszy, można się ograniczyć do opowieści o własnych początkach, ale jeśli za tym nie pójdzie konkretne działanie, jeśli po mityngu lub w przerwie nowicjusz będzie stał samotny pod ścianą, patrząc jak paczka kumpli z AA świetnie się bawi opowiadając sobie kawały, to… może nie zobaczyć w tym miejscu dla siebie szansy na przeżycie. Ale nawet jeśli jedna osoba na mityngu zajmie się nowicjuszem, ale grupa nie jest na nowicjuszy nastawiona (nie daje rozwiązań problemu alkoholowego, nie mówi o Programie 12 Kroków AA, nie przestrzega pozostałych Tradycji), efekt będzie podobny – nowicjusz nie wróci, zniknie lub zostanie w przekonaniu, że jedyną ofertą AA, jedynym, na co może w AA liczyć jest abstynencja. Nie mówiąc już o takich sytuacjach, gdy grupa „wysyła” nowicjusza na terapię odwykową, a więc niesie posłanie dość zagadkowe.
Co zatem trzeba by robić, żeby alkoholik dostał to, do czego każda grupa AA jest powołana? Dzielić się doświadczeniem, ale uwaga! doświadczeniem AA, które mówi, że jeśli jeden alkoholik rozmawia z drugim o swojej chorobie (identyfikacja), to istnieje ogromna szansa, że się nie napije, oraz że jeśli postawi (czyli wykona) proponowane przez AA Kroki (opisane dokładnie w Wielkiej Księdze, a także w 12x12), to zostanie uzdrowiony z alkoholizmu.
Przestrzeganie tej zasady – Piątej Tradycji – winno być oczywistością: jeśli nie będziemy pomagać innym cierpiącym na chorobę alkoholową, sami zginiemy. Jednak rozłożenie odpowiedzialności (w grupie są inni alkoholicy, niech oni to robią, ja sam nie muszę się angażować) sprawia, że konsekwencje takiej postawy nie od razu są widoczne i odczuwalne (przez co mogą nie być wprost łączone z przyczyną, a niezdolność łączenia przyczyn ze skutkami jest zdaje się dość częstą przypadłością wielu alkoholików, jeszcze z czasów picia, a nierzadko i uzależnienie poprzedzających). Konsekwencje dla pojedynczego AA, który odpuszcza odpowiedzialność, i dla poszczególnych grup, gdy w mieście/okolicy działa ich więcej. Jakie są te konsekwencje? Jeśli osobiście nie zaangażuję się w przekazywanie rozwiązania problemu alkoholizmu, to moja własna trzeźwość (co rozumiem jako sensowne, dobre, pełne życie) stoi pod wielkim znakiem zapytania.

* 
Tradycja ta podpowiada mi też, jak mogę najlepiej służyć mojemu otoczeniu, społeczeństwu. Skąd mogę czerpać satysfakcję i poczucie pełni życia. Bo już teraz widzę wyraźny związek między poczuciem sensu a byciem potrzebną i pożyteczną/użyteczną. Wystarczy, że wykorzystam moje talenty, zdolności i mocne strony do niesienia posłania AA. Mogę to robić w sposób, jaki potrafię: w relacjach osobistych, jako spiker, mogę o tym pisać, śpiewać, nakręcić film. Ale mogę tę Tradycję potraktować jeszcze szerzej, jako wezwanie do wykorzystania moich zdolności na rzecz mojego otoczenia. Bezinteresownie i najlepiej jak potrafię. 

wtorek, 9 kwietnia 2013

095. wolnoć tomku

Każda grupa powinna być niezależna we wszystkich sprawach z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup lub AA jako całości. Tradycja Czwarta AA
* 
Wydawałoby się, że Czwarta Tradycja broni przede wszystkim niezależności i autonomii pojedynczej grupy AA (wolnoć Tomku w swoim domku), ale… im bardziej się przyglądam grupom i funkcjonowaniu Wspólnoty AA, im bardziej zgłębiam treść tej Tradycji, tym bliżej mi do przekonania, że (jak i w przypadku pozostałych Tradycji) broni ona raczej Wspólnoty przed nieodpowiedzialnością, egoizmem, egocentryzmem poszczególnych anonimowych alkoholików, którzy (bywa, że w dobrej wierze) tworzą, (równie często używając manipulacji), jakieś konkretne zasady na spotkaniach swojej grupy i konkretny wizerunek grupy (co niekiedy i dla niektórych nowoprzybyłych niestety oznacza wizerunek całego AA).
O Tradycji tej zwykle słyszałam w mało przyjaznych okolicznościach. Pojawiała się jako odbicie piłeczki na jakiekolwiek pytania, niepokoje, sugestie, dotyczące sposobu prowadzenia mityngów i podjętych przez grupę decyzji w kwestiach np. urządzania świąt, zapraszania gości (np. księży) czy finansów. Miało to znaczyć mniej więcej: każda grupa może robić co chce, więc wara wam od naszych pomysłów. Faktycznie, to może zamknąć i zwykle zamykało usta. Nawet tym, którzy do grupy należą. Tyle że… jakoś dziwnie, jakby zapominano, że za zdaniem o wolności pojedynczej grupy jest umieszczony bardzo istotny warunek! Jeśli to nie dotyczy innych grup lub AA jako całości. Warto by się więc zastanowić, co może dotyczyć innych grup i AA jako całości. Ano, na przykład to, że sposób prowadzenia mityngów przez grupę X dla właśnie przybyłego na taki mityng nowicjusza Zet będzie wyznacznikiem funkcjonowania całego AA. Bo niby dlaczego Zet miałby myśleć, że inne grupy działają inaczej? Skąd miałby wiedzieć, że może pójść na mityngi różnych grup i wybrać tę, która mu pasuje? Jeśli grupa X będzie niezbyt odpowiedzialnym reprezentantem całej Wspólnoty AA, nowicjusz Zet nie otrzyma w niej pomocy albo odejdzie, odstręczony niezgodnymi z Tradycjami AA oraz z Preambułą zachowaniami i postawami.
Jak to wygląda w życiu? Powiedzmy, że grupa ustala swój własny scenariusz mityngu i własny kanon literatury. Wolno jej? No, wolno! Czytać Dezyderaty, Orędzia Serca, medytacje 24 Godziny na dobę czy Dzień po Dniu. Pracować na „programie smutków i radości” zamiast na Programie 12 Kroków AA. Wprawdzie cierpiący alkoholik zamiast rozwiązania swojego problemu dostaje co najwyżej możliwość wysłuchania frustracji innych alkoholików oraz ładnie brzmiące i naprawdę wzruszające teksty literackie, ale…
Albo powiedzmy, że grupa postanawia urządzić na swoim mityngu którekolwiek ze świąt (wiele grup już tego nie robi, ale zdarzają się bastiony „tradycji”, które sądzą, że właśnie Czwarta Tradycja wspiera je w tym działaniu), rocznic, niekiedy huczniej obchodzonych niż wesele. Wolno jej? No, wolno, skoro tak ustaliło sumienie grupy, skoro ma prawo do niezależności… Powiedzmy, że na taki mityng trafia człowiek, który bardzo chce przestać pić, ale oprócz „zwykłego” alkoholizmu ma jeszcze jedną przypadłość (obawiam się, że charakterystyczną dla większości polskich, a może i nie tylko polskich alkoholików): niechęć do wszystkiego co religijne, i co bardzo często w naszym kraju oznacza po prostu – katolickie. Być może ta niechęć jest nawet silniejsza niż potrzeba ratowania życia (tym bardziej, że nowicjusz nie dostaje nadziei na wyzdrowienie, bo grupa zajęta jest raczej dzieleniem się jajkiem, opłatkiem lub tortem, niż nadzieją). Taki alkoholik nie zdąży się dowiedzieć, że w AA Bóg nie jest przypisany do konkretnej religii i dzięki temu we Wspólnocie jest miejsce dla wszystkich. Co oczywiste, nie zdąży odnaleźć tego swojego Boga, który jako jedyny może mu uratować życie.
Ktoś może powiedzieć: jeszcze nikomu to nie zaszkodziło, ten opłatek, to jajeczko, ta świeczka, te rozczulające liryczne teksty, te zgaszone światła! Być może, ale czy na pewno? Przecież powiedzieć tak mogą tylko ci, którzy zostali. Tych, których to odstręczyło lub zwyczajnie wystraszyło, w grupie nie ma. Może nie ma ich nigdzie. Być może wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ów wspomniany już warunek, ograniczający niezależność każdej grupy do… Piątej Tradycji. Ale również Pierwszej, do której odwołuje się zresztą rozszerzona wersja Czwartej Tradycji AA: Gdy jednak jej plany dotyczą również dobra innych grup, powinny zostać z nimi uzgodnione. Żadna grupa, żadna intergrupa czy rada regionalna ani żaden pojedynczy członek AA nigdy nie powinni podejmować działań, które mogłyby wpłynąć na AA jako całość bez uprzedniego porozumienia się z powiernikami. W takich sprawach nasza wspólna pomyślność jest absolutnie nadrzędna.
Niezależność jest przywilejem. Ale jest też odpowiedzialnością. Póki swoją postawą i decyzjami nie krzywdzę innych, póty mogę robić co chcę. Problem pojawia się wtedy, gdy to ja (sama albo z paczką kolegów) chcę decydować, czy to co robię lub robimy wyrządza komuś krzywdę.
*
A co z przypadkami łamania Tradycji? Czy grupie grozi za to jakaś kara? Anonimowi Alkoholicy nie są organizacją ani instytucją, nie posiada zarządu ani żadnej „władzy”, w związku z tym nikt nie może nałożyć na nikogo żadnych sankcji. Może warto by było mieć świadomość, że każde naruszenie Tradycji AA godzi w dobro grupy i w dobro oraz bezpieczeństwo innych alkoholików, szczególnie tych, którzy się dopiero w AA pojawią. A przecież to dla nich właśnie istniejemy – dla alkoholików, którzy wciąż jeszcze cierpią.
Każdy aa w grupie, każda grupa w strukturach ma prawo do popełniania błędu. Nie można nikomu niczego zabronić ani nakazać, bo niby kto by miał to robić? Może to zrobić tylko nagle przebudzone sumienie grupowe, pobudzone pytaniem: czy nasze działania, nawet dokonywane w dobrej wierze, nie wpływają negatywnie na wizerunek AA jako całości?
* 
Jak tę Tradycję mogę wykorzystać w codziennym życiu? Kierując się radą św. Augustyna: Kochaj i rób co chcesz. Ponieważ miłość, podobnie jak wolność, oznaczają przede wszystkim odpowiedzialność, a nie samowolę i dążenie do zaspokajania własnych zachcianek.
Jeśli należę do jakiejkolwiek grupy, wspólnoty, rodziny to moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka. Nie oznacza to, że moja wolność przestaje się liczyć. Oznacza, że wolność innej osoby czy grupy liczyć się zaczyna i muszę ją brać pod uwagę w moich pomysłach i decyzjach. Tradycja Czwarta jest w tym wypadku bardzo zbieżna z Tradycją Pierwszą i moją uważnością na „nasze wspólne dobro”. 

204. pompatycznie i obrazoburczo

Zastanawiałam się, czy jest jakiś zauważalny moment, w którym posłanie AA zaczyna działać. Może początek to iskra nadziei – że jest coś, co...