piątek, 23 czerwca 2017

179. nowa rzeczywistość


Nigdy bym się nie oddał w ręce jakiegoś sponsora – powiedział ze swadą alkoholik ze sporą abstynencją i doświadczeniem w AA. – Przecież jakby co, to on będzie dbał o swoją trzeźwość, a nie o moją! 

Kiedyś pewnie opadłyby mi ręce na takie dictum (a jeszcze wcześniej zapewne bym mu ochoczo przytaknęła). Dziś… po prostu widzę, że taka jest rzeczywistość. Jak mówi przysłowie: ludzie sądzą po sobie, mierzą innych swoją miarą. Nie jest łatwo wyjrzeć poza czubek własnego nosa, swoją krótką perspektywę, traktowaną jako obiektywna prawda. Wiem, bo dopiero od niedawna dostrzegam i zaczynam rozumieć, że jest coś więcej i szerzej, czego być może nigdy w pełni nie uda mi się pojąć, choć już wiem, że to szerzej istnieje. Pamiętam, jak mój sponsor kilka razy powiedział: Wiem, że teraz nie masz pojęcia, o czym mówię, ale kiedyś zrozumiesz. I faktycznie, zrozumiałam.
Wiem, że niektórym – szczególnie chorobliwie skoncentrowanym na sobie alkoholikom – nie mieści się w głowie, że można chcieć po prostu czyjegoś dobra, bez większego interesu, który by za tym stał. I że nie ma sprzeczności: moje zdrowienie vs czyjeś zdrowienie – tu nie trzeba niczego wybierać, starczy dla wszystkich. W moim przekonaniu sponsor powinien być jednak trzeźwiejszy od podopiecznego, nie musi więc trząść się nad własną trzeźwością. Poza tym zdrowienie mojego podopiecznego, zmiany w jego życiu wzmacniają moją trzeźwość; moje staranie o trzeźwość kogoś innego (choć to on jest odpowiedzialny za swoją trzeźwość, tak samo, jak ja, a nie mój sponsor, jestem za moją) ratuje mi czasem tyłek, bo zwyczajnie muszę się kimś zająć, skoro się tego podjęłam, a to oznacza kilka godzin skupienia na czymś innym, niż moje jakże ważne sprawy, zmartwienia, refleksje, lęki, wspomnienia! Moje, najważniejsze. No, więc właśnie na szczęście przez chwilę nie muszą być najważniejsze. Czas z podopiecznym to czas, gdy mogę normalnie oddychać, a moja głowa odpocząć – to w słabszych momentach, które nawet trzeźwiejszym sponsorom mogą się przecież zdarzyć, i niekiedy zdarzają. 
I wreszcie, że przychodzi taki moment, gdy dla kogoś innego jestem w stanie zrobić więcej niż dla siebie. Nie sądziłam, że czegoś takiego doświadczę i że nowa rzeczywistość, o której pisał Bill W. w Wielkiej Księdze, może stać się moim udziałem (bo jeszcze nie tak dawno nie miałam bladego pojęcia, że jakaś inna rzeczywistość w ogóle istnieje).