Pokazywanie postów oznaczonych etykietą użyteczność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą użyteczność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2020

197. dawanie z pożytkiem



Dawanie czasu i energii – choć nie zastąpią one niezbędnych przedmiotów – wydaje się szczodrością wyższej klasy. Mam tu na myśli zwłaszcza dar służby upośledzonym, bezdomnym, samotnym, osadzonym w więzieniu, i tym, którzy z niego wyszli. Ten rodzaj szczodrości odnosi się także do nauczycieli, przekazujących uczniom wiedzę. Czynnikami, które decydują o tym, czy dawanie przyniesie maksymalny pożytek i dającemu, i obdarowanemu, są brak oczekiwania i jakiejkolwiek myśli o nagrodzie, a także pobudki: prawdziwa troska o innych. Im bardziej poszerzamy perspektywę – tak, by obejmowała również pomyślność bliźnich – tym pewniejsze stają się fundamenty naszego własnego szczęścia.
Etyka na nowe tysiąclecie, Dalajlama



To nie jest nowa książka, ale Dalajlama z pewnością nie wydał jej przed szaloną przygodą kilku amerykańskich pijaków, znaną dzisiaj jako pisanie książki Anonimowi Alkoholicy. Tymczasem przekaz/duch obydwu pozycji jest tak zbieżny… Zdanie ostatnie jakby żywcem wyjęte z Wielkiej Księgi
Mężczyźni ci odkryli w życiu coś zupełnie nowego. Chociaż wiedzieli, że jeśli chcą zachować trzeźwość, muszą pomagać innym alkoholikom, okazało się że jest jeszcze coś ważniejszego – poczucie szczęścia, które znaleźli w dawaniu siebie innym ludziom. (str. 159)
Nasi dwaj przyjaciele nie mieli jednak łatwego życia. Pojawiło się mnóstwo trudności. Obaj zrozumieli, że muszą być ciągle aktywni duchowo (str. 156)

Wiem, że znalazłoby się jeszcze kilka podobnych fragmentów, i jeśli ktoś ma chęć, może zagrać w intelektualno-duchową grę, odnaleźć je i przytoczyć – zapraszam. Mój sponsor mówił o tym tak: jeśli trzeźwość nie rodzi trzeźwości, to jakby jej nigdy nie było. Można i tak, mniej romantycznie i sentencjonalnie: jeśli nie przekażesz dalej tego, co dostałeś, to ci zgnije i sam też nie będziesz miał. 

Zdanie przedostatnie dalajlamowego cytatu to coś, o czym czasem rozmawiam z przyjaciółmi z AA. Kwestia motywów, leżących u podłoża naszych rozmaitych działań, które nieco górnolotnie można określić jako niesienie posłania. Tak, intencje mają znaczenie! Dlatego muszę dbać o kondycję duchową, by to, co przekazuję, czym się dzielę, było duchowo dobrej jakości, by nie rozdawać półproduktów, podróbek czy duchowo- albo posłaniopodobnych wytworów. A to jest naprawdę niełatwe. Może właśnie tak, jak pisze Dalajlama – jest czymś wyższej klasy. Zbyt często jestem zbyt niska (leniwa, skoncentrowana na własnych małych planach i celach), by dobrze realizować to zadanie.  

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam zdanie pewnego alkoholika: Mam ratować dla Boga dzieci boże, a On zadba o to, bym miał co jeść, wydało mi się odkrywcze, ale też odrobinę megalomańskie. Z upływem lat przyswajam i uwewnętrzniam je coraz bardziej. Już nie widzę w nim megalomanii, tylko ciężką pracę. Chciałam napisać „niewdzięczną”, ale to kompletna nieprawda. Jak najbardziej wdzięczną – gdy się udaje, gdy dostaję od Siły Wyższej prezent i mam okazję obserwować efekty. Zatem nie „niewdzięczną”, tylko żmudną. Ale jeśli podtrzymuję w sobie ducha (a to wymaga wysiłku, treningu, uważności), cała reszta dzieje się jakby sama, jakby od niechcenia. Jakieś pieniądze, nieobrzydliwe zlecenia, przyjaźni ludzie, hojne miejsca… czyli chyba wszystko to, co może być tłem stanu, który w Wielkiej Księdze nazwany został radością życia. 



czwartek, 19 stycznia 2012

071. pożytki z pożyteczności

Coś mi dziś odbiło. Wróciłam z Opola przesiąknięta jakimiś rewolucyjnymi nowościami, no i mnie poniosło. Wprawdzie idea pożyteczności fascynuje mnie od jakiegoś już czasu (mniej więcej od wypadku, czyli zdecydowanie fizycznej i bardzo bolesnej prezentacji, kto tu rządzi i kieruje, a właściwie, że tym kimś nie jestem ja; choć chyba trochę wcześniej zaczęło mi świtać w przeżartym egoizmem umyśle, że nie jestem na tym świecie wyłącznie dla własnej przyjemności oraz że ten świat nie istnieje tylko po to, by spełniać moje zachcianki; że powody są inne), ale ostatnio idea ta staje się coraz bardziej klarowna. I coraz bardziej pociągająca. Na tyle, że o niej głośno mówię. Deklaruję. Tuż za tym, że dostałam nadzieję na nowe życie, że Kroki 3 – 9 to konkretne rzeczy do zrobienia, w konkretnym czasie, a nie że w nieskończoność i „daj czas czasowi”, że do końca życia i na co dzień to mam Kroki 10 i 11, i oczywiście Krok 12. Właśnie tu o tym byciu pożytecznym człowiekiem. Ale szerzej, przecież nie tylko w AA.
*
No i słyszę zaraz potem, w następnej wypowiedzi (przecież wiadomo, że na mityngu nie ocenia się i nie komentuje żadnych wypowiedzi), deklarację całkowicie przeciwną. Słyszę człowieka, który mówi, że on właśnie nie zamierza być pożyteczny, że musi teraz dbać tylko o siebie, bo jest najważniejszy, bo jak o siebie nie zadba, to o nikogo, że zdrowy egoizm musi byćŻe zdrowy egoizm!
Słyszę te słowa, z zażenowania nie wiem co zrobić z oczami, przemykam nimi po ścianach. Naprzeciwko mnie krzyż z Chrystusem (jak większość mityngów i ten odbywa się w jakiejś salce przyparafialnej), i choć nie jestem szczególnie religijna nagle przelatuje myśl: a co, gdyby Ten Człowiek wyznawał zdrowy egoizm? 
*
Ale co ja tam wiem? Lepiej szybko zejść na ziemię. Skoro już nagadałam o tej potrzebie bycia pożyteczną, o mojej nowej fascynującej idei, pora przekuć ją w działanie. Po mityngu zaczynam zbierać szklanki, żeby umyć. Osoba, która cierpi na zdrowy egoizm wyrywa swoją szklankę – potrafi przecież zadbać sama o siebie. A ja przypominam sobie siebie sprzed kilku lat. Jakieś wakacje, ja z przyjaciółką i jej kilkuletnim dzieckiem. Pakujemy się na piknik. Ich torba, moja torba. Nie pamiętam dokładnie sceny, tylko jej słowa: jesteś taka akuratna, taka asertywna, tak dbasz o swoje granice i swoją niezależność i samodzielność, byle nie musieć czego dla kogoś zrobić, byle nie musieć się dzielić. No właśnie. Niczego nie potrzebuję. Jestem niezależna. Wy bądźcie tacy sami. I też niczego ode mnie nie oczekujcie.
Nie twierdzę, że tak nagle się przebudziłam duchowo. Może to po prostu prozaiczny lęk przed niedołężnością, zwyczajna zimna kalkulacja? W końcu od tych wakacji minęło z dziesięć lat, zdążyłam doświadczyć czym jest nieporadność, niemożność, bezsilność. I że inni są mi nieodzowni. Mogę wprawdzie w nieskończoność powtarzać moje dziecinne nie potrzebuję, ale… Bóg jednak przywrócił mi już porcję zdrowego rozsądku i wiem, że to nieprawda.

204. pompatycznie i obrazoburczo

Zastanawiałam się, czy jest jakiś zauważalny moment, w którym posłanie AA zaczyna działać. Może początek to iskra nadziei – że jest coś, co...