niedziela, 30 listopada 2014

133. proste i logiczne

Przez długie lata wydawało mi się, że Jedenasty Krok AA jest bardzo skomplikowany, dla zaawansowanych i do realizacji w jakiejś bardzo odległej przyszłości (na przykład w myśl teorii: co rok krok), a może nawet udało by się nigdy. Aż tu nagle mnie olśniło i wydało się takie... proste. Zupełnie tak samo proste, jak kierowanie autem – gdy już się nauczysz obsługiwać maszynę i przejedziesz we wszystkich możliwych warunkach pogodowych pierwsze pięćdziesiąt tysięcy kilometrów, prowadzenie samochodu staje się niemal machinalne. 

*

Pierwszy Krok AA mówi mi, że nie radzę sobie z życiem, jestem bezsilna, a więc nie mam w sobie odpowiedniej siły (doprecyzuję, że chodzi o siłę duchową, bo i cały Program AA mówi o duchowości i duchowej strony dotyczy), by czegoś niewłaściwego, czegoś, co mi i innym szkodzi nie robić albo też robić to, co byłoby pożyteczne i wskazane. Albo niezbędne. 
Drugi Krok AA wskazuje, skąd mogę tę siłę zaczerpnąć, żeby z życiem zacząć radzić sobie nieco lepiej, żeby podejmować właściwe decyzje i przestać obracać wszystko wokół w perzynę (chlipiąc przy tym w mankiet każdemu, kto się nawinie, że to nie moja wina, to oni, to zły świat…). 
Trzeci Krok AA wskazuje bez ogródek, o jaki rodzaj Siły chodzi. Resztę mam doprecyzować sama. Szukać. Z tym Krokiem sporo może być kłopotów – bo jeśli nie pofatyguję się i nie określę, co dla mnie ta Siła znaczy i jaka jest naprawdę (chodzi o fakty z mojego życia, a nie przekonania i wygodne dla postawionej z góry tezy półprawdy i manipulacje rzeczywistością), nie będę w stanie tego Kroku wykonać. Bo jeśli komuś się wydaje, że w tym Kroku chodzi o modlitwę, to... warto rzecz raz jeszcze przemyśleć. 
Krok Jedenasty AA daje mi precyzyjną wskazówkę, co mam robić. Skoro niezbędny jest mi dopływ siły, której we mnie nie ma, potrzebuję podłączyć się do Dystrybutora. A najprostszym i najbardziej skutecznym sposobem na owo podłączenie się są właśnie dwie czynności wymienione w Jedenastym Kroku. 
Proste i logiczne. 

czwartek, 20 listopada 2014

132. wykłuwanie oczu Bogiem

Trafić do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w listopadzie – przechlapane. Na większości mityngów pojawia się temat 
11 Kroku: Dążyliśmy przez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia. Przychodzi ktoś sponiewierany piciem, życiem, sobą, i na dzień dobry dostaje serię religijnych (niestety, na wielu mityngach jeszcze wciąż) pocisków. To w 2 Kroku dowiedziałam się, że duchowość i religia są odrębnymi sprawami. Mogą się stykać, nakładać (religijność może być konkretnym przejawem duchowości danego człowieka, jakiegoś, niekoniecznie każdego), ale nie są tożsame. Szczególnie duchowość AA. To było bardzo ważne, że się dowiedziałam, bo przez lata w AA wypróbowałam już chyba wszystko, również religię, i nie działało! I ważne jest nadal, za każdym razem, gdy trafiają nowi alkoholicy, którzy o Bogu wiedzą, to co wiedzą, i ta wiedza ich nie ratuje, przeciwnie, doprowadza do rozpaczy. Gdy na początku słyszałam tak wiele o Bogu, myślałam: To nie dla mnie, tu mi nie pomogą (całe szczęście, że jest terapia). Nie dlatego, że nie wierzyłam w Boga. Wierzyłam. Problem w tym, że wierzyłam. W takiego, który mnie spisał na straty i czeka na stosowny moment, żeby mnie wykasować. Jak miałam się komuś/czemuś takiemu poddać? Nie było nikogo, żadnego sponsora, żadnego trzeźwego weterana, który by mi wytłumaczył, o co chodzi. Przeciwnie, opowiadali o Częstochowie, Licheniu, pielgrzymkach i dniach skupienia. A ja dalej swoje: Całe szczęście, że jest terapia… Czyżby? Problem w tym, że właśnie nie, bo terapia nie była w stanie mnie uzdrowić, terapia nie dała mi odniesienia do Siły Wyższej!
Dlatego wkurza mnie, gdy wciąż na mityngach pojawiają się te opowieści o religijnych praktykach. Nie dlatego, że mam coś przeciwko religijnym praktykom. Nie mam. Nic mi do tego, to prywatna sprawa każdego człowieka. Właśnie, prywatna. Więź z Siłą Wyższą, z Bogiem jest tak intymna i osobista, że opowiadanie o niej publicznie bywa bolesne. Dla słuchających. Trzeba wielkiego taktu i uważności, żeby bardziej pomóc niż zaszkodzić.
Nie przekonują mnie teksty w stylu: Wyszedł, pewnie chce jeszcze pić! Uważam, że są co najmniej aroganckie. Zwłaszcza, jeśli na mityngu, z którego ów niedoszły anonimowy alkoholik wyszedł, nie wszystko było zgodne z Tradycjami i Preambułą.

Pewnie, że byłoby najsensowniej, gdyby wszyscy alkoholicy postanawiali rozstać się z nałogiem w styczniu, kiedy wszystko się zaczyna, kiedy jest najprościej (stosunkowo), od początku, od podstaw. Ale ci przekorni alkoholicy tak nie chcą! Przychodzą, kiedy im wypadnie, nawet – o zgrozo – w listopadzie. I co z nimi począć?