Przyznaliśmy, że
jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować
własnym życiem.
Mówią, że program 12
kroków AA to prosty program dla skomplikowanych ludzi. Tak, jasne,
prosty… Jak bardzo prosty, przekonuję się za każdym razem, gdy
słyszę wypowiedzi typu: pierwszą część pierwszego kroku
zrobiłem, ale od siedmiu lat nie mogę przejść tej drugiej części;
no, ja jej po prostu nie rozumiem; nie, nie zgadzam się na to
niekierowanie, jak piłem, to może tak, ale teraz?
Fakt, polskie tłumaczenie
tego kroku jest odrobinę mylące (co zapewne jest tylko drobiazgiem,
bo nie przeszkodziło tysiącom uzależnionych od alkoholu ludzi przestać pić i do picia nie wracać), i może jednocześnie wprowadzać
zamieszanie i wyprowadzać na manowce. Może chodziło tylko o
przekorę – skoro jest taki prosty (program), to go troszkę
skomplikujemy!? W końcu jesteśmy tacy niezwykli…
Oryginalny, angielski,
zapis Kroku Pierwszego, nie dość, że nie wspomina słowem o
„przestawaniu” (co sugeruje, że kiedyś, dawniej, bez alkoholu
było inaczej, że wtedy kierowaliśmy), to wskazuje na równorzędność
pierwszej i drugiej części. Zespół pracujący nad nowym
tłumaczeniem Wielkiej Księgi zdaje się rozważał zmianę
brzmienia polskiego Kroku Pierwszego, co z tego wyjdzie, czas pokaże.
Ale mnie poruszyło coś innego. To, że żadnej zmiany w kierowaniu
moim życiem nie było – wszystko jedno czy pod wpływem alkoholu,
czy nie – już wiedziałam. Teraz zrozumiałam, że nie chodzi wcale o
kolejność (i związaną z tym hierarchię ważności): najpierw bezsilność, potem niekierowanie. A raczej, że jest to kolejność odwrotna. W moim
przypadku tak właśnie było: konsekwencją niekierowania, a dokładniej
rzecz ujmując niekierowalności życiem (czyli
niemożności podporządkowania się czemukolwiek: zasadom, normom,
Bogu, rzeczywistości, rodzicom, pracodawcom, samej sobie wreszcie!)
było moje uzależnienie. Nie kierowałam, nie przewidywałam, nie
rozumiałam, nie umiałam i nie mogłam przestać. Dlatego piłam.
Piłam za dużo. Dużo za dużo. I się uzależniłam. Czyli –
stałam się bezsilna wobec C2H5OH. Czy gdyby ktoś wtedy powiedział:
Hej, mała, nie pij tyle, bo skończysz na odwykówce!
zatrzymałabym się? Szczerze wątpię. Bo bym nie uwierzyła. Bo
lubiłam pić i picie sprawiało mi przyjemność i dawało ulgę. Bo
chyba nie byłam w stanie nie pić. Na pewno nie byłam w stanie
dotrzymać obietnicy danej samej sobie, wywiązać się z zawartej ze
sobą umowy.
Moje życie nie poddawało
się kierowaniu, dlatego podejmowałam lekkomyślne, katastrofalne
dla mnie i często dla otoczenia, decyzje. Decyzja o piciu, o
pomaganiu sobie przy pomocy alkoholu, była tylko jedną z wielu
kiepskich, beznadziejnych decyzji w moim życiu. Nadmiar alkoholu w dokonywaniu lepszych wyborów (nawet w chwilach bez promili we krwi) zdecydowanie nie pomagał. I tak koło się zamykało, a wręcz układało w spiralę.