Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkoholizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkoholizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2013

108. niby-przypadkowe lektury

Bywa tak: włączam sobie jakiś przypadkowy film albo sięgam po całkiem niewinną książkę, a tu… zaraz mi wyskakują z problemem alkoholowym!

* 

W PRL-u piją wszyscy: robotnicy, chłopi, inteligencja. Młodzi i starzy, kobiety starają się dorównać mężczyznom. Pije się z okazji (imieniny, urodziny, Dzień Górnika i Dzień Energetyka, pępkowe, Dzień Kobiet, chrzest, mecz wygrany i przegrany…), ale częściej bez okazji. Nie można odmawiać. Kto nie pije, ten kapuś. (…) W latach 80. milicjanci zatrzymują co roku na ulicach 450-600 tys. pijanych osób. Przy czym mowa tu tylko o tych, którzy dopuścili się zakłócenia porządku publicznego. Na co dzień pod wpływem alkoholu znajduje się około miliona osób! Każdego roku Straż Przemysłowa zatrzymuje 12-13 tys. pijanych pracowników, a kolejnych 20 tys. w ogóle nie wpuszcza do zakładów z powodu nietrzeźwości. Trudno oszacować, ilu Polaków naprawdę pije w pracy. (…) Ilu lekarzy pije? W Europie co piąty lekarz i co dziesiąta lekarka, więc u nas chyba podobnie. Wśród chirurgów jeszcze gorzej – problem z alkoholem ma co szósty lekarz i co czwarta lekarka. W Polsce nie ma takich badań. Śląska Izba Lekarska zatrudnia osobę, która ma pomagać lekarzom w walce z uzależnieniem. Zgłasza się do niej średnio 12 medyków na rok, a w izbie jest ich 15 tys. (…)
Dlaczego nikt przez tyle lat nie reagował na pogłębiający się alkoholizm pani profesor? Dlaczego jej się tego nie wybacza? Czy można było pomóc? Jak? Odpowiada psycholog dr Ewa Woydyłło: 
 Taki skandal jak pokazywanie pijanej lekarki w telewizji prawie nie zdarza się w Niemczech, Francji, Szwecji, a nawet w Czechach. Tam reaguje się szybko na niedopuszczalne lub nieprofesjonalne zachowania. W Polsce pozwalamy ludziom ginąc na naszych oczach, bo zakłamanie Polaków na temat picia sięga Himalajów. Prof. Gierek-Łapińska nie jest jedyna. Kobiet, do których nikt długo nie wyciąga ręki z pomocą, są setki. Albo nie wiemy, co robić, albo z wygody odwracamy się na pięcie. Koimy sumienia stwierdzeniem: „To nie moja sprawa”. Albo siedzimy cicho, bo sami mamy problem z alkoholem.
Alkoholizm jest chorobą umysłu, a nie wątroby. Zaprzeczenie to typowy mechanizm. Umysł alkoholika podsuwa mu wytłumaczenia, dzięki którym człowiek nie musi się z tym rozstawać. Lekarze piją więcej niż inne grupy zawodowe, ale nie są jedyni. Bardzo dużo piją księża, posłowie, dziennikarze, artyści. Lekarze często także nadużywają leków, bo mają do nich łatwy dostęp. Usprawiedliwiają się misją i szczególnym narażeniem na stres.
Dlaczego o istocie uzależnienia, o alkoholizmie jako chorobie całej rodziny, o nowoczesnym leczeniu studentom medycyny nie mówi się nawet przez pięć minut? Dlaczego dopiero na szóstym roku w ramach zajęć z psychiatrii poświęca się ledwie kilka godzin na omówienie skutków zaawansowanego alkoholizmu, a więc o delirium, polineuropatii, psychozach? Dlaczego o tym, jak się uzależnienie rozwija, nie ma ani słowa?
Gdy pani profesor mówi: „Gdyby wszyscy pili tyle co ja, Polska byłaby wzorem trzeźwości”, świadczy to o tym, że to ciężko chora osoba, a jej umysł wciąż pracuje na rzecz jej uzależnienia. Ona nie mówi tego innym. Ona powtarza to sobie. Ja?! Ja nie jestem uzależniona! Może czasem piję, ale przecież nie mieszkam jeszcze na dworcu albo pod mostem.
Kobietom w Polsce nie wybacza się pijaństwa. Polka, która jest tylko troszkę mniej święta niż Matka Boska, uchodzi już niemal za ulicznicę. To dlatego kobiety ukrywają problemy. Piją w samotności. Przelewają alkohol do butelki po coli, żeby dzieci nie widziały. Na matkę, która spóźni się po dziecko, przedszkolanki zawsze krzywo patrzą. Ojciec może przyjść nawet zawiany. Jemu się odpuszcza.
W naszym kraju nie potrafimy powiedzieć: „Masz problem, pijesz”. (…) Uważamy, że mamy w Polsce kulturę miłosierdzia, a uprawiamy kulturę ciemnoty i obojętności wobec cierpiących bliźnich. Gdy słyszę takie historie, serce mi krwawi. Przez hipokryzję i brak odpowiedniej wiedzy krzywdzimy miliony ludzi.


Dariusz Kortko, Judyta Watoła, Czerwona Księżniczka

czwartek, 30 grudnia 2010

046. biała bluzka


Cynizm, zepsucie, ironia ocierająca się o chamstwo, ciężka gra półsłówek, niezrozumiała dla mniej błyskotliwych, niestrawna dla bardziej, te niby żarciki – nieśmieszne, dźgające jak sztylety. Mój ojciec, piekielnie zdolny skrzypek z jednym okiem, zdegenerowany malarz-artysta – stały bywalec knajpy, w której pracowałam, ja… (było ich/nas więcej, ale… tylu pamiętam dobrze). Nie mogę słuchać tych żartów, odzywek – wystarczy pół zdania i wiem, z kim mam do czynienia. Wywraca mnie na lewą stronę. Sama  kiedyś taka byłam. I sądziłam jeszcze, że to jest ok., że to oznaka inteligencji. Ale już nawet się tego nie wstydzę. To było.
Czytam Białą Bluzkę i widzę dramat, smutek, rozpacz pijacką. Ja widzę tylko objawy choroby, właściwie wyłącznie to mnie interesuje. No i beznadzieja. Jak ona mnie wciąga! Taki mam czas.
W teatrze u Jandy jakbym oglądała coś innego. Jest nieszczęście, jest. Ale już nie tak cholernie pijackie (a ja chciałam właśnie się unurzać), bardziej narodowościowe. Dla mnie zbędny wtręt – jako dziecko rodziców niezaangażowanych w nic oprócz chlania i reagowania na to chlanie, całą wiedzę o świecie musiałam zdobyć sama, na sytuację polityczną, dawną i obecną, nie starczyło mi zapału i miejsca w głowie.
Ale wybaczam teraz Jandzie tę całą nudną politykę, wybaczam jej za piosenkę Wariatka tańczy. Bo sprawia, że drży we mnie każda komórka, oddzielnie, rozpaczliwie, i mam swoje unurzanie.
Taką to by na stos 
Na co jej durny los 
Dajcie chłopcy ten kagańczyk 
Warkocz jej płonie już 
Dookoła złoty kurz 
A wariatka jeszcze tańczy
Szalona wiruje chusta 
Szalone całują usta 
Otkaczałka, wariatka, ech 
Nie patrzy do lustra
Czerwona na niej sukienka 
Czerwona w sercu udręka 
Otkaczałka, wariatka, ech 
Przed losem nie klęka
(Ależ gapa ze mnie! Nasz system szkolnictwa wywiązał się świetnie ze swojego zadania:  kazał się doszukiwać politycznych aluzji – dziewiętnastowiecznych, zamierzchłych żeby nie było! – w byle obłoku czy gołębiu, więc po takim przegięciu nie widzę nawet, gdy mam czarno/czerwono na białym. Przecież ta Wariatka jest polityczna! I cholernie ludzka.)

piątek, 13 listopada 2009

001. jakby wstęp

Chyba tylko raz czy dwa chciałam pisać o alkoholizmie. Jako chorobie. Oczywiście – najlepiej nie mojej! Tak ogólnie, socjologicznie. Było to bardzo krótko po diagnozie. Trafiłam na terapię i pomyślałam: rany, ależ to świetny materiał na reportaż, na książkę. Teraz wiem, że włączył się wtedy jak najbardziej naturalny mechanizm obronny. Jako osoba pisząca zawodowo uchwyciłam się jedynej szansy, by móc na terapię patrzeć z dystansu, nie dać się w to wciągnąć, ochronić moją chorobę i nie dopuścić do świadomości, że to ja jestem uzależniona. (Później, czytając Rehab, zrozumiałam, że to bardzo naturalny manewr zniewolonego umysłu – Osiatyński chyba miał tę samą pokusę).
Wtedy się nie udało. Żaden reportaż nie powstał, za to mury obronne runęły. Dotarło, że tam, w tym, jak sądziłam, poniżającym miejscu, mówią o mnie, że mnie to dotyczy, że to ja mam problem. Później zabrałam się za układanie życia, porządkowanie, nadrabianie, wygładzanie. Czasem burzenie, rozgrzebywanie, plątanie się i szamotanie. Na czynności niekonieczne nie starczało siły, czasu i wytrwałości.
*
Picie to był wierzchołek góry lodowej. Ale gdybym nie przestała pić, nie odkryłabym tego, co pod spodem. I nie miałabym siły tego zmienić. Dlaczego przestałam? Bo było już tak źle, że więcej bym nie uniosła. Tak mi się wtedy wydawało. Jak mi się to udało? Nie mam pojęcia. To musiał być cud – sama z siebie nigdy czegoś podobnego nie dokonałam, nie podołałam takiemu wysiłkowi. A jednak. Ktoś po prostu powiedział zdanie: musisz przestać pić. Ja usłyszałam: wystarczy, że przestaniesz pić, i będzie lepiej. Uchwyciłam się dymu – to objaw rozpaczy. Dlaczego sądziłam, że odstawienie alkoholu to taki drobiazg, że pasuje do niego słowo „wystarczy”? To był jeden z mechanizmów obronnych, który wcześniej podtrzymywał komfort picia – picie to nic takiego, w każdej chwili mogę przestać, piję, bo to fajne, bo lubię – teraz, paradoksalnie, zadziałał nie na korzyść choroby, tylko na moją. Skoro to takie łatwe, nie ma się czego bać. Jeśli to tylko kwestia „wystarczy” – dam radę.
Cóż, jasne że wystarczy. Na początek. Ale gdyby wtedy ktoś mi mówił, że zmiana na lepsze, że wyjście z tego bagna będą wymagały wielu zabiegów, jakichś schodów odeskich, nigdy bym się nie zdecydowała. Bo nie wierzyłabym, że mi się uda, że podołam. Bo nie chciałoby mi się. Bo za trudno.
Nie okłamali mnie. Naprawdę wystarczy przestać pić – tylko dzisiaj – żeby zaczęło być lepiej. Sprawdziłam to. Dokładnie. Bo nawet gdy w tych czasach, już bez alkoholu, bywało źle lub nawet bardzo źle, to nigdy nie było aż tak beznadziejnie, jak z alkoholem. Trzeźwa rozpacz nie jest tym samym co dół zalany wódą.

204. pompatycznie i obrazoburczo

Zastanawiałam się, czy jest jakiś zauważalny moment, w którym posłanie AA zaczyna działać. Może początek to iskra nadziei – że jest coś, co...