wtorek, 11 marca 2014

119. czy we wspólnocie wszystko jest wspólne?

Zaledwie parę tygodni temu pisałam o powrocie do szeregu, o powstrzymywaniu się przed epatowaniem własnym intelektem, wiedzą, pomysłami, osobowością, o duchowym aspekcie anonimowości. I oto nadszedł czas weryfikacji… A może badania własnych granic i szukania równowagi? No i adekwatnej reakcji. Załatwiania spraw, a nie wyłącznie narzekania, że ktoś coś mi…

*

Pamiętam moje zaskoczenie, ale też swego rodzaju ulgę płynącą ze zrozumienia, kiedy wypełniając tabelę uraz do 4 Kroku odkryłam, że owszem, moje pretensje mają jakieś tam zaczepienie w faktach, ale to ja dawałam się krzywdzić czy nieodpowiednio traktować, sama się przyczyniłam do pewnych nieprzyjemnych dla mnie zdarzeń. Po wypełnieniu tej tabeli mój ogromny żal do byłego narzeczonego za brak szacunku, uczuć, troski znacząco się skurczył. Tak, on tak właśnie się zachowywał, ale przecież nie przykuł mnie do kaloryferów, nie trzymał mnie przy sobie siłą. Po pierwszym bolesnym doświadczeniu mogłam zareagować, po drugim odejść. Pozostanie w tej relacji, narażanie się na kolejne nieprzyjemne sytuacje, to był mój wybór. Mój udział zobaczyłam nawet w dokonanym na mnie w tramwaju akcie kradzieży. Oczywiście, udział złodzieja nie stał się ani odrobinę mniejszy czy usprawiedliwiony. Natomiast odkrycie mojej lekkomyślności – portfel na samym wierzchu otwartej torebki – pomogło uporać się z poczuciem krzywdy i tendencją do obwiniania innych. Mój udział nie znosi czynu dokonanego przez kogoś, może co najwyżej uspokoić emocje, ustawić je na właściwych torach. No, i dać mi lekcję na przyszłość. Czego unikać, jak się zachować.
Pamiętam kolejne zdziwienie, gdy po pewnym mityngu odkryłam brak telefonu komórkowego w kieszeni płaszcza. Oniemiałam. Ale bardzo szybko przyszła myśl: A czego ty się spodziewasz? Jesteśmy bandą chorych i zdeprawowanych ludzi o przetrąconych wartościach. Skąd pomysł, że nagle, po przekroczeniu progu mityngowej sali wszystkie wady nagle znikną albo zatrzymają się w bezruchu, a my zamienimy się w chodzące ideały i wzory do naśladowania dla małych dzieci?
Kradzież zawsze boli. Czy również intelektualna? Ta chyba wciąż bardziej mnie zadziwia. Ale czy umieszczając moje przemyślenia i eseje w tej ogromnej i tak naprawdę dzikiej przestrzeni, jaką jest internet nie powinnam przewidzieć sytuacji podobnej do tej z moim portfelem w tramwaju? Naiwność, bezmyślność, lekkomyślność to wady charakteru. Gdy dziwię się, a może nawet oburzam, że jakiś alkoholik na programie (musi na nim być, skoro pisze o Tradycjach AA), ukradnie moje teksty, kierują mną właśnie te wady charakteru (o egocentryzmie nawet nie wspomnę!). Ale nie ukrywam, że również zwyczajna ciekawość co do sposobu myślenia tej osoby: przepisać co drugie zdanie, podpisać własnym imieniem, a potem jeszcze wysłać do biuletynów AA, po to, by te teksty zostały wydrukowane i poszły w Polskę? To jest dopiero brak rozwagi. Bezmyślność czy hucpa? (jedno i drugie nie jest u alkoholików niczym niezwykłym – wiem, w końcu Krok Piąty mam już za sobą).
Zastanawiałam się kiedyś jaki jest sens spisywania cudzych prac (na terapii). Na cudzej pracy przecież się nie wytrzeźwieje. Ale być może czegoś nie wiem, nie dostrzegam, może właśnie dogłębnie się zrozumie, a nawet wprowadzi we własne życie Tradycje AA opisane przez kogoś innego (oszukiwanie własnego sponsora od Tradycji to już całkiem inna kwestia). Tak, wiem, że zbiorowa mądrość AA polega na dzieleniu się. Może warto by było jednak zgrać definicje i zastanowić się, czy faktycznie wszystko jest do wzięcia i ewentualnie w jakim zakresie. Warto też mieć świadomość, że teksty, nawet te z internetu, mają swoich właścicieli, autorów, a niektóre są chronione prawem autorskim. 
Fakt, jestem dość mocno wyczulona na naruszanie własności intelektualnej, może z racji zawodu (nie będę oczywiście nikomu udowadniać, że nie miał takich samych doświadczeń jak ja, że nie wpadł na takie same porównania, bo to karkołomna zabawa), ale czy naprawdę różni się ona aż tak bardzo od własności materialnej? Ja też kiedyś nie widziałam niczego niewłaściwego w drukowaniu moich prywatnych wielostronicowych plików w miejscu pracy, ani w prowadzeniu długich prywatnych rozmów przez telefon służbowy. Jeśli coś jest, leży bezpańsko, to znaczy, że można brać, samo się prosi. To, że dziś nie ruszam nie swoich rzeczy, nawet gdy leżą na ławce w pustym parku, jest kwestią świadomości i wysiłku myślenia i kroczenia tą nową przemyślaną drogą. I znowu wraca do mnie zdanie: Jest tylko jedna osoba zobowiązana do przestrzegania jakichkolwiek zasad, wyznawania jakichkolwiek wartości – ta, która sama tak postanowi. Tak dla porządku – to ostatnie zdanie jest własnością intelektualną pewnego alkoholika, nie moją. Na jego wykorzystanie mam osobistą zgodę.



1 komentarz:

  1. Pewnego razu, podczas burzliwej dość dyskusji na temat tego, z czego i w jakim zakresie można w Internecie korzystać, usłyszałem cudownie prostą definicję: „jeśli coś nie jest twoje, to jest cudze”. Ups!

    Pracowałem ze sponsorem „na Tradycjach”, korzystając z bagażu własnych przeżyć, przemyśleń i doświadczeń, ale też z książki 12x12 i broszury „Pytania do 12 Tradycji”, ale… „korzystanie” to jednak nie to samo, co „przepisywanie”. Za dużo miałem też szacunku dla swojego sponsora, żeby próbować mu wcisnąć tekst bezczelnie zerżnięty – miałem i mam zaufanie do jego znajomości literatury i jestem przekonany, że zdemaskowałby mnie natychmiast. Twórcza inspiracja? Oczywiście tak, ale nie aroganckie przepisywanie żywcem całych zdań.

    OdpowiedzUsuń