poniedziałek, 4 stycznia 2016

166. Baby nie są jakieś inne



Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, w początkach formowania profesjonalnego podejścia do alkoholizmu, uważano, że kobiety na alkoholizm nie chorują! Praktyka pokazywała wprawdzie co innego, ale wobec „naukowych faktów”, rzeczywistość była ignorowana.

 

 

Bodaj pierwsze poważne badania, wyznaczające na wiele lat standardy podejścia do alkoholizmu, przeprowadził w latach 40, a ich wyniki opublikował w 1960 roku Elvin Morton Jellinek. Stworzył wówczas typologię alkoholików, przez kolejne dekady traktowaną jako biblia dla lecznictwa odwykowego. Nie byłby to fakt specjalnie znaczący dla tych rozważań, gdyby nie pewien drobiazg: Jellinek badania przeprowadził wyłącznie na mężczyznach, na długie lata przyklepując przekonanie, że alkoholik to mężczyzna.
Wydaje się być faktem, że kobiet alkoholiczek jest mniej niż chorujących na alkoholizm mężczyzn. Dlaczego tylko się wydaje? Bo prawdopodobnie niemożliwe jest przeprowadzenie miarodajnych badań statystycznych w zakresie uzależnień. Można wprawdzie policzyć liczbę pacjentów zgłaszających się na terapię lub po jakąkolwiek formę pomocy. Można liczyć w izbach wytrzeźwień. Można popatrzeć na spotkaniach Anonimowych Alkoholików (tu nikt rejestrów nie prowadzi). Ale to wyłącznie wycinek rzeczywistości, bo nikt nie jest w stanie oszacować, ilu alkoholików – kobiet oraz mężczyzn – nigdy nie zgłosi się po żadną pomoc, nie trafi w żadne z wymienionych miejsc. Biorąc pod uwagę dostępne możliwości, czyli opierając się na obserwacjach prowadzonych w ośrodkach terapeutycznych oraz w AA, można by oszacować, że kobiety stanowią mniej więcej 1/3 uczestników tych form pomocy.
Przekonania, które zrodziły i wciąż rodzą wiele problemów próbującym wytrzeźwieć kobietom, ocierają się o podwójne standardy i nierówne traktowanie mężczyzn i kobiet. I nie chodzi wcale o walkę płci. Chodzi o sposób, w jaki odbieramy i widzimy pijącego/pijanego mężczyznę oraz pijącą/pijaną kobietę. Mężczyzna może, kobieta – nie bardzo! Mężczyźnie więcej się wybacza, kobiecie nie! Mężczyzna miał ciężki dzień, chciał się zabawić, przeholował. Kobieta jest co najmniej godna pożałowania.
Te przekonania nie zmieniły się od kilkudziesięciu lat. W początkach istnienia wspólnoty Anonimowych Alkoholików były równie silne. Kobiety upijały się, degradowały, staczały, cierpiały, chorowały i umierały. Ale nie mogły być chore na alkoholizm. One były upadłe! Nie miały wstępu do AA. Pierwsi uczestnicy AA sami wspominają te niechlubne początki, wynikające z uprzedzeń, niewiedzy i strachu. Bo przecież fakty pokazywały coś innego, niż przekonania i późniejsze badania. Szczęśliwie podejście do kobiet-alkoholiczek się zmieniło. Przynajmniej w pewnym zakresie. Kobiety mogły uczestniczyć w spotkaniach Anonimowych Alkoholików. I w terapii. Pozostał „jedynie” problem przekonań i uprzedzeń.
Przekonań i uprzedzeń, które żywią zresztą również kobiety. Także uzależnione. Zobaczyć w sobie uzależnienie, czyli zniewolenie, przyznać się do niego i poprosić o pomoc jest bardzo trudno („dba” o to sama choroba). O wiele trudniej przejść te wszystkie przeszkody, gdy wie się i czuje, że takie zachowania, upadki, taka totalna degrengolada (również a może przede wszystkim psychiczna i duchowa) przesuną mnie na margines, spowodują całkowite odrzucenie społeczne. Jeśli sądzę, że alkoholizm to upadek, a alkoholiczka to nie chora osoba, a ostatnie dno – zrobię wszystko, żeby nie przyznać się, że to mnie dotyczy. Jeśli sądzę, że inni myślą tak samo – jak mogę przyjść do nich z moim problemem. Profesjonalni – dobrzy, doświadczeni, sensowni – terapeuci nie kierują się takimi szkodliwymi przekonaniami. Trzeźwi, przebudzeni alkoholicy w AA również nie! To prawda, można mieć pecha i kiepsko trafić. Wtedy zawsze warto pamiętać, że są inne ośrodki, inne mityngi. Trzeba szukać podobieństw (łączy nas jeden problem, jedna choroba, na którą mamy wspólne rozwiązanie) i możliwości rozwiązań problemu.
ilustracja: dryicons.com
Alkoholizm kobiet i mężczyzn nie różni się specjalnie. Nie różni się cierpienie i rozmiar wewnętrznych zniszczeń (ten jest zależny raczej od indywidualnych cech charakterologicznych i osobowościowych niż od płci). Różnią się modele picia, choć i tu kobiety sięgają po męskie wzorce. Różnią się też obszary, w których alkoholicy – kobiety i mężczyźni – są najbardziej podatni na degradację. Zdrowieje się w podobny sposób, bo choroba alkoholowa dotyka tych samych obszarów, fizycznych, psychicznych i duchowych człowieka. Jednak pewną nierówność podtrzymujemy sami: żony i partnerki alkoholików same wysyłają ich na terapię, na mityng, pchają ku zdrowiu, ku pracy nad sobą. Mężowie i partnerzy alkoholiczek… hm, jeśli jeszcze są przy swoich alkoholiczkach, mogą nie być tak wyrozumiali (lub tak zdeterminowani). To świetnie, że przestała pić. To teraz niech zajmie się domem, dziećmi, rodziną. Nadrabiać trzeba! To pierwsza bariera. Bo owszem, trzeba, ale nie od razu na 100 procent, na początku trzeźwość wymaga zabiegów (a te czasu i zaangażowania). Bez nich zniknie, rozpuści się w kolejnych piwach, drinkach, kieliszkach wina i łzach.
Inną przeszkodą może być niezrozumienie, zazdrość. Alkoholik, by wytrzeźwieć, potrzebuje wsparcia, potrzebuje wspólnoty. Najłatwiej ją na początku zbudować z innymi alkoholikami, mężczyznami i kobietami, którzy poradzili sobie ze swoim problemem alkoholowym i mogą podzielić się doświadczeniem i konkretnymi rozwiązaniami w tym temacie, albo zwyczajnie wesprzeć, pocieszyć, wysłuchać. „Ale przecież nie będziesz tam łaziła, obściskiwała się z tymi chłopami…”
Niestety te bariery mogą wyrastać w umyśle samej kobiety-alkoholiczki. Wtedy są nawet bardziej szkodliwe niż stawiane przez innych ludzi. Warto wiedzieć, że nie ma takiej sytuacji, która pragnącej wyzdrowieć osobie zamknie drogę do trzeźwości. Dzieci? Praca? Odległości? Brak pieniędzy? Choroba? Szpital? Alkoholicy są wszędzie, wielu, naprawdę wielu rzetelnie realizuje 12 Krok AA, i chętnie przyjedzie do szpitala, zadzwoni, spotka się, poradzi, opowie o sobie, wesprze, porozmawia. Kto chce, szuka sposobów…



Tekst po raz pierwszy opublikowany w biuletynie ArkA (zima 2015/2016)


 

7 komentarzy:

  1. Kto chce, szuka sposobów… a kto nie chce, szuka powodów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety mam te bariery w swojej głowie, uważam, że mój alkoholizm to upadek/grzech. Bardzo trudno jest mi powiedzieć komuś o swojej chorobie, szczególnie wtedy, kiedy mi na tej osobie/osobach zależy. Tak było niedawno. Próbowałam wcześniej "przybliżyć" znajomym mój problem, by z okazji spotkań nie próbowano mnie uparcie częstować alkoholem. W końcu wypaliłam "jestem alkoholiczką" - chwila zdziwienia i po chwili słyszę "to Ty jesteś jak gwiazda filmowa". Ubawiło mnie to. Czyżby alkoholizm kobiet był teraz w wyższych sferach trendy?
    Wala57

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to, a najśmieszniejsze i najtragiczniejsze jednocześnie jest to, że to JA wprowadzałam napięcie. To MI się wydawało, że to taka straszna rzecz. Gdy zaczęłam podchodzić do sprawy w miarę normalnie - inni też podchodzą normalnie. I wtedy dopiero jest przestrzeń na... konfrontację z przekonaniami. Przekonań wielu ludzi nie przeskoczę, ale jeśli będę spokojnie mówić o chorobie alkoholowej, jeśli widząc jaka jestem, jak się zmieniłam, usłyszą też wzmiankę o uzależnieniu - to może (choć wiem, że nie musi) lekko zachwiać fałszywymi przekonaniami na temat uzależnionych kobiet.
      Pozdrawiam Cię Walu - gwiazdo filmowa ;-)

      Usuń
  3. Wiesz, Miko, ja sobie teraz kręcę scenariusz, że oni tak miło zachowali się, bo są dobrze wychowanymi ludźmi a w rzeczywistości pewnie się mną brzydzą. Jak nie dzidą go to pałką. Jak chcesz sobie dopieprzyć to zawsze Ci się to uda. Jestem w tym mistrzem.
    miłego popołudnia Droga Miko
    Waka57

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walu, wśród alkoholików są sami mistrzowie ;-)

      Usuń
  4. „Ale przecież nie będziesz tam łaziła, obściskiwała się z tymi chłopami…”
    I mają rację . Mnie też by szlag trafił gdyby moja zona spotykała się z jakimiś obcymi chłopami.Z których wiekszość ma zryte berety .
    Piotr aa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zastanawiam, czy przeczytałeś to, co napisałeś…
      Jest sposób, żeby wspólnota, w której jesteś i do której trafiają te kobiety, mogła pełnić swoją rolę, i żeby mężów nie trafiał szlag: http://mikadunin.blogspot.com/2014/07/125-jednak-safari.html
      Temat, zdaje się, ciągle żywy… A wystarczy pamiętać, po co tam wszyscy jesteśmy.

      Usuń