piątek, 10 września 2010

037. dobrze, że boli


Przeżywanie bólu po stratach jest podstawą naszego rozwoju emocjonalnego. Nasz świat wewnętrzny rozpada się wtedy na kawałki, które musimy na nowo mądrze poskładać. Jeśli to potrafimy – wiele możemy zyskać. Większą dojrzałość, odporność psychiczną, mądrość.
Przypadkiem znaleziony świetny artykuł o żałobie. Nie zamierzałam o niej, bo akurat mam łaskawy moment ciszy, przerwę w rozpamiętywaniu i żałowaniu, ale samo przyszło. I w dodatku tak pięknie wyjaśniło, skąd na przykład nieadekwatna, jakby się wydawało na rozum, siła żalu po stracie, smutek nieproporcjonalny.
Kiedy rozpoczynamy proces żałoby, na głębszym poziomie raz jeszcze przeżywamy wszystkie straty, z jakimi zmagaliśmy się od początku życia, i ponownie stajemy przed koniecznością odbudowy naszego wewnętrznego świata. To czyni proces żałoby jeszcze bardziej bolesnym i trudnym. Ale jednocześnie – bardziej twórczym i dającym nadzieję na odbudowę i naprawę także tych wcześniejszych zniszczeń.
I jeszcze jedno – konstatacja, że nieustannie coś tracimy, z czymś musimy się żegnać (z ludźmi, urodą, siłą, zdrowiem, marzeniami) przyniosła ulgę. Że to naturalne i nieuniknione, i codzienne. Te małe utraty może niekoniecznie uodparniają i przygotowują na wielkie (to akurat chyba niemożliwe), ale jednak wzmacniają, na pewno udowadniają, że niejedno można znieść i przeżyć, bez wielkiej tragedii. Czasem potrzebuję takiego potwierdzenia: przeżyłaś to i to, więc przeżyjesz nowe to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz