wtorek, 29 marca 2011

054. podział


Że istniejemy my, alkoholicy, i oni, normalni, wiedziałam i słyszałam wiele razy. Że my mamy źle, przechlapane, a oni, ci zdrowi, mają lepiej. Dużo w moim myśleniu było naiwności, ale było coś jeszcze, co jest bardzo dla kogoś takiego jak alkoholik (czytaj: człowiek z rozdętym ego) niebezpieczne. Chodzi o poczucie wyjątkowości, inności, odrębności. O coś, ku czemu ciągnie alkoholika przez całe życie: przedpijane, pijane i popijane też, coś, czym się upija i upaja, co jednocześnie winduje go na szczyty i gotuje upadek. Im bardziej jestem inna, tym bardziej wyobcowana. Inność wpajam sobie sama. Mam w tym cel. Jest nim znalezienie alibi, idealnego wytłumaczenia do niezadowolenia z życia, użalania się i w konsekwencji do picia. Tak, wyjątkowość jest wspaniała i upajająca, ale pamiętam jaką ogromną ulgę sprawiło mi odkrycie, że jestem taka sama, że inni też mają gorzej, i że odczuwam jak oni i nie jestem nienormalna. To przede wszystkim: że nie ja jedna mam taką wrażliwość i tak odbieram świat. „Wydzielanie się” jest dla alkoholika bardzo szkodliwe, jak każde oddzielanie. Prowadzi do rozrostu ego, tego, co właśnie należałoby umniejszyć.
*
Ten podział wydał mi się ostatnio nie tylko szkodliwy, ale też bezzasadny. Bo oprócz tego, że niczego tak naprawdę nie nazywa, nie pokazuje rzeczywistości (poza tą oczywistą, że niektórzy są alkoholikami, a inni nie): nie rozdziela faktycznie świata na tych chorych, w sensie pewnego upośledzenia, i całą resztę zdrowych, wolnych od wszelkich zaburzeń, od nieuporządkowanych emocji, od pokiereszowanego życia. Bo skąd pomysł, że gdy ktoś nie zmaga się z widocznym uzależnieniem to nic go nie gryzie? Że nie trawią go lęki, nerwice, głupie przekonania, narzekactwo, pesymizm, złość, różne dysfunkcje i nieumiejętności interpersonalne? Że ma ze sobą spokój i wie, jak żyć?
Czasem nawet mam wrażenie, że ci normalni mają bardziej przechlapane niż my, niby-chorzy. Bo ja mam Program zmiany i od 11 lat, dzień po dniu, może bardziej kwartał po kwartale i rok po roku, staję się innym człowiekiem. Wiem, że lepszym, bardziej świadomym, uważnym, niż byłam (mam na to konkretne dowody). Nie lepszym od ludzi „nieświadomych”, nie ma w tym tonu wartościowania. Mogę powiedzieć, że bardziej uprzywilejowanym – miałam szczęście trafić na Drogę – ale moje uprzywilejowanie nie stawia mnie bynajmniej w wygodniejszej pozycji. Bo ja wiem, że komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Takie to uprzywilejowanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz