czwartek, 13 czerwca 2013

099. gdzie ta nagroda? (do jasnej cholery!)

Przyłapuję się jeszcze czasem na dawnych nawykach myślowych, na przykład oczekiwaniu nagrody za pracę i rozwój na poziomie 180 procent normy (tak skromnie to sobie wyliczyłam). A tu guzik, nul, dupa, zero! Wiercę się troszkę, bo odkrywam, że nie jest jeszcze super ekstra, że pogoda ducha mnie nie unosi nad ziemią szarym pyłem pokrytą. Czekam, aż będzie, aż zacznie. Boczę się nawet odrobinę, że zwleka. Zastanawiam, co poszło nie tak, co zaniedbałam, gdzie mogę jeszcze wrazić łapkę i przykręcić, pokierować. No, i wtedy nadchodzi otrzeźwienie. A kto powiedział, że będzie lepiej? A skąd pomysł, że to, co teraz nie jest właśnie tym najlepszym? A może jutro albo za miesiąc czy rok zdarzy się coś, co każe wspominać ten czas jako cudowny? Może pora pożegnać się z wizją szczęśliwości, opartej na dolce far niente?

Od kilkunastu miesięcy sprowadzam się na ziemię, prostuję powykrzywiane przekonania, zapoznaję z rzeczywistością. Prawie każdy dzień przynosi nową naukę w temacie „Bo mi się wydawało…”. Lubię, gdy przestaje się wydawać. Choć czasem to wybicie ze snu rozczarowuje. Fakt, nierealistyczne oczekiwania rodzą rozczarowania. Tyle że kiedyś rozczarowania spotykały mnie (były przeze mnie perfekcyjnie organizowane, ale mój udział był przede mną samą - przeze mnie samą - skrzętnie ukrywany) na każdym kroku. Często te same, na ten sam temat. Nie wyciągałam wniosków. Myślałam: może tym razem albo tym razem już na pewno. Nic z tego! Mówią, że objawem obłędu jest oczekiwać odmiennych rezultatów przy tych samych działaniach. Co z tego, skoro uważałam, że ja żyję na innych prawach. Mi się uda! Tak, byłam szalona. Ale nadszedł czas pobudki z tego szalonego snu. Z przewietrzonymi przekonaniami życie wydaje się zdecydowanie prostsze i zdecydowanie mniej boli. Może to jest ta nagroda? Pewnie nie będzie piętrowego tortu bezowego z różowym kremem. Ale coś chyba będzie???

4 komentarze:

  1. Mój syn znowu przyćpał.Ja po raz pierwszy w jego 32 letnim życiu nie poczułam paniki,niechęci do niego.W moim sercu znalazł się smutek i spokój i myślę(wiem),że to jest ta nagroda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutny spokój uznanej bezsilności?

      Usuń
  2. Bywa i tak, że boli bardziej. No i co w związku z tym? Ano... nic. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle chyba chodzi o rozmiar bólu i jego odczuwanie (bo jak to zmierzyć, jak porównać?), co o postawę wobec niego. Jeśli godzę się na rzeczywistość - ból jest częścią rzeczywistości - nie szarpię się we wnykach, to... ten ból mniej boli :-)

      Usuń