wtorek, 5 stycznia 2010

012. rozstanie z rozsądkiem

Pamiętam, że w pierwszych latach niepicia najbardziej się bałam, że nagle coś przekręci się w mojej głowie i wszystko to, co do tej pory uważam za właściwe, logiczne, prawdziwe zniknie, zamieni się w coś zupełnie innego, całkiem odwrotnego – że zacznę pić i uznam, iż to właśnie jest OK., a całe to gadanie o braku kontroli, bezsilności, trzeźwym życiu, o duchowości to jakiś bełkot i szamanizm.

*

Przeczytałam raz jeszcze przedsylwestrowy wpis o toaście… Chyba odebrało mi rozum. Jak to możliwe? Czytam i nie wierzę. Myślałam, że to brzmi rozsądnie? Że alkohol w moim domu i na moim stole nic mi nie zrobi? Że ten zakaz nie jest najbardziej podstawową formą ochrony mnie samej, tylko wyrazem egoizmu? Oszalałam (na szczęście tylko na chwilę). Przerażające, że stało się to tak łatwo, tak niezauważalnie, tak… skutecznie. 
Jestem w stanie wywrócić do góry każde zdanie, które kilka dni temu uważałam za sensowne. Dlaczego wtedy tego nie widziałam?
Czy zadziałał wstyd, że jestem gorsza, naznaczona wstydliwą przypadłością? Może lęk przed wydumanym wyśmianiem, wyszydzeniem, upokorzeniem i odrzuceniem? A może po prostu pragnęłam tego dreszczu, żeby się choć otrzeć? Rzeczywiście, otarłam się, niebezpiecznie.
Nie chcę robić sobie dodatkowej krzywdy połajankami i wyrzutami, że jestem słaba, głupia i bez zasad. Tak, złamałam swoje zasady. Ale teraz znowu do nich wracam. I przy najbliższej okazji, przy każdej okazji, zadbam o siebie od nowa.
Po krótkiej analizie wiem, że muszę być szczególnie uważna, gdy: zależy mi na czyjejś opinii, w grę wchodzą silne emocje, a temat dotyka najgłębszych kawałków mnie, mojej tożsamości, poczucia wartości. I że zawsze mam prawo odmówić i zmienić zdanie. Nie spieszyć się. I wciąż pamiętać o najważniejszym – co jest dla mnie dobre, a co śmiertelnie niebezpieczne.
Napisałam wtedy, że w trakcie ocenię i zareaguję. Po pierwsze, nie potrafiłam ocenić. Po drugie, nie chciałam zareagować, bagatelizowałam. Dziś to czuję.

*

Żałuję, że nikt nie skomentował, nie potrząsnął mną: to nie brzmi rozsądnie, tylko głupio, oszukujesz samą siebie, to niebezpieczne. Ale szczerze mówiąc, nie wiem czy to by coś dało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz