sobota, 6 marca 2010

020. uciekam


Sobota cudowna. Totalnie bez zobowiązań. Żadnych spotkań, prac, szkół, obowiązków. Mogę nie robić nic. Nawet chcę nie robić nic. Tak się ze sobą niedawno umówiłam – że przy pierwszej okazji spróbuję. Jak to jest – usiąść i nic. Bez filmu, książki, gazety, telefonu, kawy, bez jakiegokolwiek rekwizytu uprawomocniającego. Ze sobą. Tylko. Się nie udaje. Myśl ucieka natychmiast w praktyczno-prozaiczne rejony. Ma prawo, a nawet rację, bo zawsze coś. A poza tym chroni przed spotkaniem ze sobą. Bo co miałabym ze sobą począć?

*

Sonata jesienna Bergmana. Monolog wewnętrzny starej kobiety, nie, nie całkiem starej, ale na tyle, by wiedzieć, że przegapiła swoje dojrzewanie. Nie, nie, tylko nie płakać, tylko nie płakać. Co robić? Weź prysznic. Nie Charlotto, żadnych łez. Do obiadu założę kostium albo nie, tę czerwona sukienkę. Co z tymi emocjami? Żadnych emocji, żadnego rozklejania. A w przyszłym tygodniu do Monte Carlo. Tak, Monte Carlo będzie w sam raz…
Najpierw widzę scenę sprzed 15 lat. Stoję za barem, właśnie wymyśliłam najlepszy drink świata – po dwóch nic cię już nie obchodzi, po czterech – nie pamiętasz, że w ogóle, że ty, że ktoś, że coś, że cios. Bosko jest! Zabawa, zabawa… to nic, że twarz jak po botoksie, zero wyrazu – takich wyrazów publicznie się nie używa. To nic, że w środku wszystko poszarpane i skręca się i wyje, ale na zewnątrz żadnych łez, żadnych emocji, zabawa, zabawa…
A potem dociera do mnie, że nadal tak robię. Inaczej, ale nadal. Świetnie się ucieka na brak czasu – skoro go nie ma, trzeba przyspieszyć, może uda się dogonić. A że po drodze wszystko mija jak w pędzącym samochodzie? Albo planowanie dnia, tygodnia, miesiąca. Ileż można wepchnąć w taki jeden biedny dzień! Żeby wyrobić wydumaną normę trzeba gnać, do zadyszki. Albo pogodzić się z kosmicznym rozczarowaniem sobą. Jest jeszcze ucieczka na bardzo dużo pracy albo na bardzo ważne spotkania, albo na inne bardzo. No i, fantastycznie skuteczna, ucieczka na analizowanie siebie. A ja bym tak chciała uciec od ucieczek…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz