środa, 12 grudnia 2012

085. 12.12.12

Precedensy nie są dobre dla kogoś takiego jak ja. Jeden mały wyłomik i… po misternie zaplanowanym nowym ślicznym życiu, pomyśle, przedsięwzięciu. Kiedy pierwszy raz rzucałam palenie wystarczyło sięgnąć tylko po tego jednego, jedynego, wyjątkowego i ratunkowego – bo chyba lepiej, żebym zapaliła, niż mam się napić!?! – żeby całą rzecz szlag trafił. Na szczęście za drugim razem podeszłam do sprawy już poważnie, bez wyjątków, bez pobłażania sobie. Podobnie było z moimi pomysłami na uprawianie różnych sportów: wystarczyło opuścić – z ważnych powodów przecież – jeden trening, żeby niedługo później znalazł się kolejny, równie ważny powód. Z perspektywy czasu i jako takiej samoświadomości cieszę się, że podobna historia nie przydarzyła mi się z piciem – czy byłabym w stanie kiedykolwiek się zatrzymać, gdybym co parę tygodni zapijała? Za to przydarzyła się z pisaniem (choć konsekwencje są oczywiście nieporównywalne). Nie pasowało mi to, nie podobało się, ale… widocznie nie na tyle, żeby natychmiast zmieniać i stawiać się do pionu. I na przyszłość też nie mogę – sobie – obiecać, mimo że bym wolała, że już teraz będzie znowu systematycznie.

*
Dawniej namiętnie wyławiałam z informacyjnej magmy różne znaki i zbiegi, zestawy liter i cyfr, godzin i dat. Lubiłam im przypisywać nieistniejące znaczenie, jakąś – Bóg wie jaką – magię. Dziś prawie bym przegapiła (bo prawdę mówiąc od dawna już się tym nie ekscytuję), ale skoro już się natknęłam na 12.12.12, to dlaczego by tego nie wykorzystać dla czegoś pożytecznego. Magiczne daty jakoś tak dobrze rokują, są jak nowy zeszyt, w którym wszystko może wyglądać ślicznie i czysto, całkiem inaczej niż w starym; w końcu ostatecznie palenie rzuciłam w Nowy Rok.


*
Dziwny czas, z którym nie bardzo wiem co zrobić. Od dawna nie miałam takich przestojów. Praca – w dużych ilościach – tworzyła ramy mojego dnia i moich dni. Bez tych ram czuję się jakoś niepewnie, niewyraźnie. Oczywiście, że mam co robić – zawsze mam co robić! Ale nadal jest mi niewyraźnie. Może to, mimo wszystko, jakiś niepokój o finanse? Nawet nie obecne, jakieś przyszłe, nieokreślone. A może lęk, że zostanę w tym stanie na dłużej, na tyle długo, że już się nie wygrzebię? A mogłabym przecież pomyśleć po prostu: Jak świetnie się składa, mogę wreszcie odpocząć, bo sił ostatnio całkiem brak… Musiałabym jednak na chwilę choć wyłączyć opcję automatycznego dozorcy-nadzorcy. Ciekawe, jakbym się wtedy czuła. Naprawdę ciekawe!

4 komentarze:

  1. 13.12.2012 - rocznica stanu wojennego. To też znak. Tylko jeszcze nie wiem jaki. Na wszelki wypadek nie wychodzę z domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kapitalny blog ! Bardzo czytelny ( w sensie komunikatywny), fajna rama graficzna...Szukam kobiet z AA - bo sama nią jestem i jeszcze trochę, a zostanę "posądzona" o feminizm na mityngach... Czuje się często osaczona przez facetów, dlatego pragnę jak powietrza posłuchać kobiecej spikerki, która nie boi się mówić przy mężczyznach, że kobiece trzeźwienie bywa trochę inne...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje, Filemonio, za odwiedziny i komentarz. Zapraszam zawsze, choć nie wiem, czy akurat ja jestem osobą, której szukasz. Bo... ja nie głoszę podobnych haseł, a moje prawdziwe trzeźwienie zaczęło się w momencie, kiedy przestałam skupiać się na różnicach między alkoholikami i udowadniać, że ja mam inaczej. Najwięcej o trzeźwieniu dowiedziałam się właśnie od mężczyzn. Może dlatego, że nie miałam wyjścia? Mam nadzieję, że moim podopiecznym i podopiecznym moich podopiecznych będzie już dużo łatwiej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam - bywa inne - bo inne stereotypy są związane z kobiecym piciem i z nieco innych powodów sięgamy po alkohol. Jest mnóstwo podobieństw, ale i róznic. Jestem człowiekiem (tak jak mężczyzna), ale jednak jestem kobietą, matką, partnerką, córką, pracownicą. To co kobiece - blizsze było wszystkim kobietom, które spotkałam na swojej drodze i dopiero mając swoją sponsorkę w krokach AA - mogę powiedzieć, ze zaczynam prawdziwie trzeźwieć....

      Usuń