niedziela, 30 czerwca 2013

101. współpraca – tak, spółka – nie

Grupa AA nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu. Tradycja 6 AA
*
Nie będę w tym miejscu powtarzać opowieści o doświadczeniach początkującego AA z nieudanymi próbami powiązania Wspólnoty z medycyną (szpitale) czy inną okołotrzeźwościową działalnością (kluby, ośrodki). O tych doświadczeniach można przeczytać w książkach 12 Kroków i 12 Tradycji i Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość. Osobiście miałam styczność z dwoma „problemami”: zbyt bliskimi powiązaniami AA z Kościołem katolickim oraz urzędami państwowymi: samorządowymi, gminnymi, miejskimi, dzielnicowymi, czyli próbą umoszczenia AA gdzieś pomiędzy wójtem a plebanem. Zdaje się, że w polskich realiach AA (czy to z powodów ekonomicznych, czy może pewnej niechęci i braku świadomości, czy wreszcie uwarunkowań gospodarczych i ustrojowych) ciągle jeszcze np. w kwestiach wynajmu sal na swoje spotkania musi korzystać z pomocy czy też dobrej woli przedstawicieli władz miasta, gminy, dzielnicy, zarządców/kierowników ośrodków terapeutycznych, szpitali, przychodni oraz Kościoła katolickiego (rzadziej innych wyznań). I wszystko mogłoby być w porządku (realne koszty utrzymania i kwestie faktycznej niezależności finansowej AA to już temat kolejnej, Siódmej Tradycji), gdyby na ustaleniu jasnych zasad, uwzględniających nasze Tradycje, się kończyło. Gorzej, gdy komuś się nagle zacznie wydawać, że skoro użycza Wspólnocie sali na spotkania, to członkowie Wspólnoty w sposób oczywisty i poza umową (bo udział w pewnych działaniach, np. remoncie może być wcześniej ustaloną przez strony formą „odpłatności” za salę) włączą się np. w remont budynku (fizycznie lub finansowo), będą chodzić z petycją w jakiejkolwiek sprawie czy też opowiedzą się po którejś (oczywiście tej jedynej właściwej) stronie w jakimś sporze. Gorzej, gdy niektórym członkom Wspólnoty AA zacznie się wydawać, że nie ma w tym niczego złego. No, bo czy to by komuś zaszkodziło? Nie, pomoc przy remoncie sali, z której korzystamy niemal za darmo albo wsparcie społeczności, z którą się znamy i czujemy się z nią związani nie jest niczym złym, a wręcz może być pożyteczne i rozwijające, pod warunkiem wszakże, że to wszystko będzie robił „cywilny” człowiek, a nie członek Wspólnoty AA. Jan Kowalski tak, ale już Janek, alkoholik z AA niekoniecznie. Z bardzo prostej przyczyny – jeśli jako cierpiąca alkoholiczka przychodzę na mityng, który ma ratować mi życie, i słyszę tam, że muszę dać pieniądze na kościół, muszę poprzeć lokalnego kandydata na stanowisko burmistrza, a ja nie mam zamiaru nikogo i niczego popierać, tym bardziej, że chwilę wcześniej przeczytano mi Preambułę AA, która mi to gwarantuje, to zaczynam się zastanawiać, czy chcę tu należeć, czy to naprawdę miejsce uczciwe, czy też kolejne takie, w którym głoszone zasady to jedno, a realne czyny – coś zupełnie innego. Przecież powiedzieli, że za swoją pomoc niczego ode mnie nie będą chcieli, że to bezinteresowne. I naprawdę nie interesuje mnie czy ksiądz tej parafii jest dobroczyńcą dla alkoholików albo czy kandydat na burmistrza zafundował alkoholikom z grupy wyjazd do Lichenia, Częstochowy czy nad Solinę. Poza tym, ja naprawdę mam prawo mieć resentyment do kościoła katolickiego oraz do konkretnej opcji politycznej, reprezentowanej przez owego kandydata. Bo moje poglądy nie mają absolutnie żadnego wpływu na moją przynależność do AA (gwarantuje mi to przecież Trzecia Tradycja).
*
Jest jeszcze jedna sprawa, która może być równie istotna – wizerunek Wspólnoty (a co za tym idzie – jej skuteczność) w społeczeństwie. Powiązanie z jakąkolwiek opcją polityczną, religijną, filozoficzną i ideologiczną powoduje, że przeciwnicy tej opcji (a zawsze są jacyś przeciwnicy każdej opcji) być może nigdy nie skorzystają z pomocy AA, nie będą Wspólnoty brać pod uwagę. Ale to nie wszystko. Kojarzy mi się pewien obrazek: huczne obchody okrągłej rocznicy powstania pewnej grupy AA; po uroczystej mszy i czymś w rodzaju mityngu rocznicowego pełnego podziękowań lokalnym działaczom miejskim, członkom/pracownikom urzędu gminnego, burmistrzowi i dyrektorowi miejscowego ośrodka leczenia uzależnień, wszyscy obecni, członkowie Wspólnoty AA oraz goście, są proszeni na skromny poczęstunek (wcześniej, w podziękowaniach dowiadują się, że poczęstunek sponsorowany jest przez urząd gminy), przechodzą do części ogrodu, gdzie pod białymi parasolami czekają już zastawione jedzeniem i napojami stoły. Czy na pewno nikogo nie zdziwią i nie będą razić reklamowe napisy na białych parasolach? Napisy, będące przypadkiem logo jednego z większych w kraju browarów. Być może alkoholicy to przełkną bez większego problemu, ale… czy naprawdę warto ryzykować, by jakiś niezwiązany z problemem alkoholowym człowiek, z natury trzeźwo myślący nie zaczął się zastanawiać, czy ci alkoholicy faktycznie są ludźmi odpowiedzialnymi, kierującymi się zasadami, jak sami głoszą w swoich gorących opowieściach o zmianie, jaka zaszła dzięki AA w ich życiu? Czy zjedzenie kiełbasy i wypicie oranżady pod reklamą alkoholową jest grą wartą świeczki? Czy to aby na pewno nie szkodzi wizerunkowi AA? Owszem, każda grupa jest niezależna, co gwarantuje jej Czwarta Tradycja, ale z tym drobnym zastrzeżeniem, które w tej konkretnej sytuacji jest chyba przekraczane – bo to jednak dotyczy AA jako całości.

1 komentarz:

204. pompatycznie i obrazoburczo

Zastanawiałam się, czy jest jakiś zauważalny moment, w którym posłanie AA zaczyna działać. Może początek to iskra nadziei – że jest coś, co...