poniedziałek, 18 sierpnia 2014

126. zlot i odloty

Nigdy nie lubiłam dużych spędów – tłumy mnie męczą albo i gorzej. Ale tego spędu zwyczajnie nie mogłam i nie chciałam sobie odpuścić. Może dlatego, że od jakiegoś czasu sprawy Wspólnoty AA po prostu mnie interesują, bo są również moimi sprawami, a może dlatego, że nadarzała się okazja, by wreszcie wyrównać niewygodną lukę niewiedzy, zaczynającą uwierać na dźwięk zdań: Pięć lat temu we Wrocławiu… Na zlocie w Krakowie… Postanowiłam, że pojadę, zobaczę i od tej pory będę już wiedziała.

* Spotkanie w jednym miejscu tak wielu znajomych alkoholików z całej Polski, i nie tylko Polski, to fantastyczna sprawa, choć może wprowadzać w dziwny stan ni to emocjonalnego upojenia, ni męczącego niezdecydowania. Ale zrobiło wrażenie. I szczerze ucieszył widok niewidzianych po kilka lat twarzy. Aspekt towarzyski musiał jednak w którymś momencie zejść na plan dalszy.

* Przemieszczanie się w takim tłumie alkoholików pobudza do refleksji. Jak szepnął mi przyjaciel z Londynu, chcesz czy nie, uczy pokory, bo w takim miejscu, bez względu na to, co robisz w AA na co dzień, naprawdę jesteś tylko jednym z wielu. I to nie musi być wcale miła lekcja, ale już wiem, że najważniejsze lekcje do najmilszych nie należą.

* „Ceremonia” odliczania lat trzeźwości kilku tysięcy osób trochę trwa, ale pozwala zobaczyć, że można nie tylko nie pić blisko 50 lat, ale być przy tym tak pełnym życia jak dwudziestolatka, i mimo zdecydowanie zaawansowanego wieku pracować z kilkoma podopiecznymi!

* Wspólnota AA jest naprawdę doceniana za to, co robi dla społeczności. Nawet w Polsce. Nawet współcześnie. Usłyszeć to od ludzi, z którymi AA współpracuje, to jakby zobaczyć kogoś dobrze znanego w zupełnie nowym świetle, jako osobę znacznie atrakcyjniejszą, ważniejszą, niż sądziło się dotychczas. Pierwszy raz tak mocno i wyraźnie zetknęłam się z uznaniem działań Wspólnoty. I poczułam, że przynależność do AA to coś ważnego i cennego, że to mnie w pewien sposób nobilituje (i co za tym idzie, oczywiście zobowiązuje).

* Alkoholicy z różnych części kraju i świata są różni i to może drażnić (bo reagują, zachowują się inaczej niż jestem przyzwyczajona, niż się spodziewam), ale też wzbogacać o nowe spojrzenie na stare sprawy – wystarczy pójść na mityng i posłuchać kogoś z drugiego końca Polski albo drugiego kontynentu.

* Mimo tych różnic i odległości o duchowości mówimy podobnie, zwłaszcza o odkryciach w tej sferze – spotkanie o Kroku 11 było jednym z najciekawszych i najbardziej poruszających mityngów, na jakich byłam podczas Zlotu 40-lecia AA w Polsce. 
Było wręcz elektrycznie!

* Modlitwa o pogodę ducha w piętnastu różnych językach świata brzmi niezwykle wzruszająco, a widok kilku tysięcy ludzi, trzymających się za ręce i mówiących ją jednym głosem może na długo stać się wstępem do medytacji nad takimi pojęciami, jak jedność i wspólnota.

3 komentarze:

  1. A pięć lat temu we Wrocławiu... też było fajnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc jednak nie da się wyrównać niewygodnej luki... :-)

      Usuń
    2. Hej też byłam na Zlocie w Warszawie i jestem pod wrażeniem jedności AA, mialam chwilę niepewności czy jechać, czy dziki tłum alkoholikow mnie nie przerazi... w sercu mam kilka energetycznych właśnie spierek, utkwiła najbardziej mi oczywiście kobieca z racji płci ...Magda

      Usuń