wtorek, 9 września 2014

127. bezkrwawe zbrodnie

– Dopiero w Szwecji uświadomiłem sobie, że byłem chory na ironię, i to bardzo mi się nie podoba u tego młodego człowieka, którym byłem. Może to zresztą była choroba pokolenia. Kocham Herberta, ale jego afirmacje ironii potraktowałem chyba niedojrzale. W Polsce za komuny trzeba było być ironicznym, by nie zwariować, a że jeszcze dopatrywałem się w tej postawie wysublimowanej inteligencji, więc ironii nadużywałem. A od ironii bardzo blisko do oschłości serca i dalej do cynizmu.



Ironia jest, moim zdaniem, konieczna. 



– Ale nie bez przerwy. Człowiek tak ironiczny jak ja wtedy niczego nie mówi wprost. Niczego nie komunikuje, tworzy wokół siebie otoczkę względności i nie można do niego dotrzeć, ucieka od drugiego człowieka. Z osobą zawsze ironiczną nie ma kontaktu.
 

*


Gdy robię przegląd moich lat picia, przypominam sobie wielu ludzi, którzy tylko okazjonalnie otarli się o moje życie, ale których dni zakłóciłem swoją złością i sarkazmem. 
Codzienne Refleksje, s. 301.



Pamiętam pewną rozmowę sprzed wielu lat. Nie piłam już dłuższy czas, jakoś już sobie, myślałam, że nawet nieźle, radziłam w zwykłych relacjach, z normalnymi ludźmi (jeszcze wtedy dzieliłam ludzi na normalnych i alkoholików). Moja znajoma z obszaru zawodowego, z którą – to akurat wiedziałam i czułam – naprawdę się lubiłyśmy, powiedziała nagle: Boję się z tobą rozmawiać, bo nigdy nie wiem, co mnie spotka, czy odpowiesz poważnie czy złośliwie mnie wyśmiejesz. Lubiłam ją, nie czułam żadnego zagrożenia, nie musiałam się bronić, nie sądziłam, że sprawiam jej przykrość. A jednak… Wiem, że siałam to bezmyślnie, bez opamiętania i zastanowienia. Odruchowo. Ot tak, po prostu. Wiem, że skrzywdziłam w taki sposób znacznie więcej osób, niż jestem w stanie sobie przypomnieć. Wiem, od pewnego czasu bardzo dobrze, że już nie chcę nikogo w taki sposób traktować. Bo nikt na to nie zasługuje. Zwłaszcza gdy ironia niebezpiecznie ociera się o pogardę.

8 komentarzy:

  1. Ironia prawie zawsze, prędzej czy później (raczej prędzej), ociera się o pogardę. Chyba nigdy nie ironizujemy z ludzi, którzy są dla nas autorytetami, którym wiele zawdzięczamy. Chyba, że potrzebujemy zdeprecjonować autorytet, pozbyć się nieznośnej wdzięczności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z autoironią?

      Usuń
    2. Myślę, że to fajna zabawa... od czasu do czasu. Coś jak umiejętność śmiania się z siebie. Jednak ktoś, kto zaśmiewa wszystko, każdą sprawę, problem, konflikt, na dłuższą metę staje się nieznośnie uciążliwy i irytujący.

      Usuń
  2. Właśnie uświadomiłam sobie, że ironia jest moim ulubionym sposobem komunikowania się z osobami, które kocham. Rozumiemy świetnie też nasz ironiczny kod. To taka zabawa... Ironia zawsze podszyta jest złośliwością, ale przecież, kto się lubi, ten się czubi.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeśli wszyscy ten ironiczny kod tak samo rozumieją... to super :-) Ja nie uzgadniałam z nikim kodu, więc - niestety - to nie była zabawa. Szczególnie dla adresatów moich złośliwości. Lubiłam powtarzać, że złośliwość jest cechą ludzi ponadprzeciętnie inteligentnych. Jeszcze wtedy termin "inteligencja emocjonalna" nie był popularny, a ja uważałam, że empatię mam rozwiniętą znakomicie... Smutne.

      Usuń
    2. Jeśli faktycznie wszyscy w domu świetnie to rozumieją i zawsze dobrze się bawią, gdy z nich ironizujesz, to OK. :-)

      Usuń
  3. ironia jest ok :)...jest od Boga bo jest ciepła i serdeczna...natomiast cynizm jest od "diabła"...bo zawsze ma na celu zranienie kogoś...cynizm jest gorzki, cierpki i przykry...i inny być nie może!

    OdpowiedzUsuń
  4. ironia dobrze nam robi...:)cynizm psuje...

    OdpowiedzUsuń