środa, 13 maja 2015

148. wyłączność celu AA

Od pewnego czasu w AA w moim mieście (a tak naprawdę w AA w moim kraju) sporo nowego się dzieje. Zrobił się ruch, ożywczy prąd powiał. Minęło kilkanaście do kilkudziesięciu miesięcy i pojawiły się pierwsze efekty tych zmian. Właściwie nic nowego, w AA nie ma już nic nowego, wszystko było, chyba wszystkie błędy popełnione. Niestety, wygląda na to, że każda wspólnota, w każdym kraju, musi popełniać swoje błędy samodzielnie, od początku. Jak z dziećmi – na własnych błędach muszą, „mówiła matka, mówiła babka” nie działa. Widać taka nasza natura, niech i tak będzie. Na szczęście gdzieś indziej już przez to przechodzili, mogą się podzielić doświadczeniem. Więc przyjechali się dzielić. Alkoholicy z Bełchatowa i Londynu. I z różnych zakątków Polski też – posłuchać i opowiedzieć. Przyjechali na świetnie zorganizowane przez grupy Patryk i Jestem odpowiedzialny warsztaty Wyłączność celu w AA: w historii, Tradycjach i dniu dzisiejszym Wspólnoty Anonimowych Alkoholików.

*

Bo jak pojawiło się trochę nowego, świeżego, to i mityngi zaczęły się otwierać. I to było fajne i w porządku. Ale jak zaczęły się otwierać to tu i ówdzie sporo osób spoza AA, z innymi niż alkoholizm problemami zaczęło przychodzić. I jeszcze też było OK. Jak zaczęli przychodzić i mile byli witani, i czuli się jak u siebie, to zaczęli też zabierać głos, a potem nawet do służb się zgłaszać. Niealkoholicy na grupach AA. I wtedy trochę zaczęło się robić kłopotliwie. Ale niby dlaczego, jeśli nie ma żadnego chętnego alkoholika do zabrania głosu, to komu przeszkadza, że się Al-Anonka odezwie albo cztery? Jak nie ma odpowiedzialnych alkoholików w grupie to może jakiś bardziej odpowiedzialny albo zwyczajnie chętny do pomocy DDA czy hazardzista się nada i komu to zaszkodzi? No, i przecież nie wyrzucimy, bo jesteśmy od pomagania! I właściwie to dlaczego niby mielibyśmy wyrzucać? Kto nas upoważnił? A jak przychodzą alkoholicy, którzy do tego alkoholizmu mają doklejonych jeszcze ileś tam innych izmów to niby czemu mają to trzymać w tajemnicy? To trzeba mówić! Bo tak głęboka jest twoja choroba, jak głębokie są twoje tajemnice…
I wtedy ktoś przeczytał: Byłoby objawem pychy uważać, że Wspólnota Anonimowych Alkoholików jest lekarstwem na wszystko, nawet na alkoholizm. Oraz: Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego.*

Jest wiele programów dwunastokrokowych, zainspirowanych Programem 12 Kroków AA. Warto jednak mieć świadomość, że Program AA, Programy AN, AH, SLAA, DDA, nawet Al-Anon, jedynej siostrzanej wspólnoty AA, to nie są te same programy! Niektórzy uważają, że chodzi o to samo i tak samo. O pustkę przecież, co potrzebuje się wypełnić. Obawiam się, że jednak niekoniecznie. Ale nie moje prywatne zdanie jest tu ważne. Ważne są konkretne realia – czy ja jestem w stanie porozumieć się z hazardzistą, depresantem, lekomanem? Przykro mi, ale mimo najszczerszych chęci jedynie do pewnego stopnia i to naprawdę nie ze wszystkimi. Nawet w kwestii współuzależnienia, którego miałam nieszczęście skosztować, mogę złapać wspólne płaszczyzny tylko do pewnych granic, mimo że zaliczyłam diagnozy: DDA i współuzależnienie, a nawet uczestniczyłam w terapiach i mityngach w tych dwóch obszarach. Całości, czystego współuzależnienia nie rozumiem. Bo poza DDA jestem po prostu alkoholiczką.
I tu pojawił się realny i jak dla mnie mocny argument na trzymanie się jednego celu, zawartego w Piątej Tradycji AA – żeby zaczął się proces zdrowienia potrzebna jest identyfikacja. Dlaczego zostałam we wspólnocie AA? Bo na mityngu byli ludzie tacy sami jak ja. Mimo pewnych różnic czułam, że mamy to samo!
Żeby ruszyć z trzeźwieniem, żeby uwierzyć, że jest jakaś szansa, muszę zobaczyć na mityngu AA trzeźwych ludzi, którzy mówią z sensem, normalnie wyglądają, są spokojni i uśmiechnięci, a przy tym przedstawiają się jako alkoholicy i opowiadają o zdarzeniach i stanach, w których i ja byłam, a nawet wciąż jestem lub bywam, opowiadają też o tym, jak z tych stanów wyszli. Trudno będzie mi zidentyfikować się z kimś, kto mówi o wymiotowaniu po zjedzeniu pięciu bochenków chleba albo czyszczeniu karty kredytowej na cztery kolejne pary kozaczków w tym tygodniu. Bo to mnie nie dotyczy. Mało tego, jeśli słyszę, że tak wygląda alkoholizm – jestem przecież na mityngu AA – to w żaden sposób nie przykleję się do miejsca i ludzi stąd, bo wymiotowałam, owszem, ale wyłącznie po wódce, chleb lubię, zwłaszcza świeżutki, ciepły jeszcze z masłem i solą, ale nawet takiego nie jestem w stanie zjeść więcej niż pół. I w życiu nie miałam karty kredytowej. Nawet jeśli osoba wymiotująca i czyszcząca kartę kredytową przedstawi się również jako alkoholik – nic tu po mnie, to nie dla mnie, ja jestem inna, spadam! Może tylko w otchłań rozpaczy spadam, skoro nie ma dla mnie nadziei, ale jednak. A chyba nie taki jest sens istnienia grup AA.
Jeśli jesteś z tych farciarzy, co to mają uzależnień na pęczki, to mimo wszystko może na mityngu AA bądź zwyczajnym alkoholikiem, takim samym jak reszta, takim samym, jak ten nowy, który przyjdzie i potrzebuje zobaczyć takich samych jak on? Na swoim spotkaniu DDA będziesz dorosłym dzieckiem alkoholika, na swoim mityngu AH będziesz hazardzistą, a na AN – narkomanem. Jak dla mnie to ma sens. Choć mam przy okazji poczucie, że ci, którzy byli na warsztatach w większości już o tym wiedzieli i do tego się stosują, bo rozumieją. Szkoda, że nie było tych pozostałych, którzy prezentują uzależnienia wachlarzowe (to chyba trafniejsze określenie niż uzależnienia krzyżowe, tym bardziej, że „krzyżowe” znaczy w rzeczywistości coś całkiem innego, niż się potocznie sądzi, ale używanie pojęć w błędnym znaczeniu to rzecz dość powszechna, nie tylko w AA). To zresztą zawsze jest ciekawe – ci nieobecni. To wiele mówi o nich samych i ich stosunku do tematu. Ale to dygresja na całkiem inną okazję…
Przekonuje mnie, że zdrowienie rozpoczyna się gdy jeden alkoholik rozmawia z innym alkoholikiem. Kropka. Przekonuje mnie nie na głowę, ja to sprawdziłam. Nie raz, wiele razy.

Ale żeby była jasność: to nie znaczy, że osoby z innymi niż alkoholizm uzależnieniami czy komplikacjami – które zresztą prywatnie bardzo lubię (osoby, nie komplikacje!) i chętnie z nimi rozmawiam – nie powinny mieć wstępu na teren wspólnoty AA. Bynajmniej! Różnorodność jest cenna i rozwijająca, choć bywa, że rodzi strach. Warto jednak wiedzieć, po co się przychodzi i co można uzyskać, a co jest zwyczajnie nierealne, a czasami wręcz szkodliwe. Bo oczywiście, można wszystko, ale nie wszystko jest pożyteczne.

* Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość, str. 302.

3 komentarze:

  1. Sprzed pięciu lat: http://alko.opole.pl/alko4-42.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem członkiem/uczestnikiem spotkań Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW, a nie jakiejś... integracyjnej. Moja Wspólnota (AA) nie zajmuje stanowiska wobec problemów spoza niej, na przykład uzależnienia od hazardu, seksoholizmu czy narkomanii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Próby pomagania innym niż cierpiący z powodu alkoholizmu, to arogancja i nieadekwatne poczucie mocy.

    OdpowiedzUsuń