wtorek, 2 czerwca 2015

150. dwanaście kroków instant – 1


Parę lat po zrobieniu Programu z przewodnikiem (po AA-owsku ze sponsorem), po kilku turnusach czy sezonach (jak czasem pozwalam sobie żartobliwie to określić) pracy z podopiecznymi, zatrzymałam się dla nabrania oddechu i zastanowienia, czy idę w dobrym kierunku, czy to, co robię i jak robię przynosi zadowalające efekty, a nade wszystko, czy mogę zrobić coś, żeby innym – przyszłym podopiecznym – było lepiej, znaczy: efektywniej.
Wpadłam na świetny pomysł (za który pukałam się potem w głowę, bo kto to widział samemu prosić się o robotę?) i poprosiłam mojego przewodnika po Programie AA, żebyśmy przyjrzeli się raz jeszcze konkretnym sposobom pracy z podopiecznymi. Przez kilka lat nazbierało się w końcu trochę doświadczeń, niektóre metody okazały się mniej skuteczne niż inne, a zawsze warto mieć otwartą głowę, bo może jakiś zdawałoby się naiwny pomysł pomoże komuś bardziej niż jakiś na oko super mądry. Było zresztą tak, że przez kolejne sezony nabywałam doświadczenia, a najwięcej nauczyłam się wcale nie na przypadkach miłych, łatwych i przyjemnych (koloryzuję oczywiście – wśród alkoholików nie ma takich), tylko trudnych, bolesnych i druzgoczących moje ego i dobre samopoczucie. Tak, te najgorsze okazały się… może nie najlepsze, ale na pewno najcenniejsze.
Tak więc stanęłam przed zadaniem takiego spojrzenia na 12 Kroków AA, by w jak najprostszy i najbardziej skoncentrowany sposób wyrazić ich istotę. W ten sposób powstało 12 Kroków instant. Oto pierwsze dwa.


Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życia stały się niekierowalne.


Po pierwsze, muszę zidentyfikować problem – realny, czyli że straciłam kontrolę w odniesieniu do spożywania alkoholu (a nie, że mąż, dziecko, kochanek, szef, rodzice…). Muszę przyznać, że to ja mam ten problem, i zobaczyć, że polega on nie tyle na nadmiernym i niekontrolowanym spożyciu alkoholu (to tylko symptom), co na braku siły (duchowej), żeby się oprzeć, żeby przestać, żeby nie walczyć, z nadzieją, że może tym razem się uda. W odniesieniu do alkoholu nigdy nie odzyskam tej siły, nie zapanuję nad nim. Ponieważ mój organizm – biologicznie – różni się od organizmu ludzi, którzy uzależnieni nie są i nigdy się nie uzależnią.
Z powodu picia, ale prawdopodobnie nie tylko tego, utraciłam możliwość sensownego zarządzania własnym życiem. Nawet jeśli miałam dobry pomysł – nie byłam w stanie go zrealizować z powodu braku siły duchowej. Często jednak nie miałam dobrych pomysłów, tylko pijane. Może zatem przestałabym się wreszcie upierać, że wiem lepiej (dowody w postaci konkretnych faktów z mojego życia są druzgoczące), że sama to zrobię, muszę się tylko bardziej postarać. Mam się wreszcie poddać – skoro nie mam ani pomysłu jak wyjść z impasu, ani siły, żeby cokolwiek sensownego zrobić – może bym zdała się na pomoc innych, którzy wiedzą.

Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.


Pijane myślenie to coś, co mam w głowie nie tylko w czasie picia, ale i po odstawieniu alkoholu. To, czego potrzebuję, by zacząć podejmować zdrowe i dobre decyzje, to właśnie zdrowy rozsądek, trzeźwe myślenie. Sama z siebie nie jestem w stanie przestawić się na takie myślenie – nie mam siły, jestem przecież bezsilna, już wiem, że nie tylko wobec alkoholu, ale wobec wielu aspektów życia, również wobec moich pomysłów. Nie mówiąc już o tym, że nie mam pojęcia, co to jest trzeźwe myślenie – muszę się tego dopiero nauczyć. Potrzebuję jakiejś Siły, większej niż moja własna, bo moje pomysły się nie sprawdziły, a nawet wtedy, gdy pomysł był dobry, ja nie miałam siły go wdrożyć w życie. Muszę tylko uwierzyć, że jest taka Siła i że zechce mi pomóc. Jeśli pomogła tylu innym – a patrząc na alkoholików z AA widzę wiele takich przykładów – to jest szansa, że pomoże również mi. To nie musi być jakaś konkretna Siła, która do tej pory kojarzyła mi się z Bogiem (zwłaszcza, że jako alkoholiczka mam raczej wypaczony obraz Boga i nie po drodze z Nim), bo duchowość Programu AA to nie jest religia, nie o nią tu chodzi. Na tym etapie wystarczy, żebym odpowiedziała sobie na pytanie: Czy jestem skłonna przyjąć, że jest na tym świecie jakaś Siła potężniejsza niż moja własna, jakaś moc ponad moje problemy?



10 komentarzy:

  1. Dobre! Albert Einstein: „Żaden problem nie może zostać rozwiązany przy użyciu tej samej świadomości, która go spowodowała”, a to oznacza, że bez przewodnika się po prostu nie da.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiedz alkoholikowi, że się po prostu nie da… ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie dam rady? Ja?!?!

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja wolę: nasze życie nie poddawało się kierowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moze nie na temat do tego postu ,ale juz tak dawno chcialam napisac ... . Strach paralizuje ... . Dzieki za te wsapaniala ksiazke !!! Nie moglam sie doczekac mojego pobytu w Polsce na Boze Narodzenie, aby ja przeczytac (moja mama ja odkryla, bo ma dwie corki alkoholiczki ...).
    Teraz , tu we Francji, ciagle jest ze mna w torebce. Czytam ponownie zdanie po zdaniu wielokrotnie i zaczelo rozjasniac sie w mojej biednej , trzezwiejacej juz piaty rok glowie ... . Zaczynam dopiero teraz rozeumiec ... A przeciez uczeszczam bardzo pilnie na mitingi , zjazdy od dawna ... . Zal mi, ze moi znajomi nie moga jej przeczytac ... . Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za te słowa. Ciepło pozdrawiam i życzę siły ducha

      Usuń
  6. 'Sanity' w kroku drugim oznacza zdrowie psychiczne, nie zdrowie czy zdrowy rozsadek. Myślę, ze słowo ' szaleniec' doskonale określa alkoholika, który 'wciaz jeszcze cierpi'. Pozdrawiam :-) Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam te same intuicje co do szaleństwa… Niestety.
      Również pozdrawiam.

      Usuń
  7. zdrowie psychiczne to jedno ze znaczen slowa Sanity. wiele slownikow jako pierwsze ze znaczen podaje :"the ability to think and behave in a normal and rational manner" co oznacza zdolnosc do myslenia i zachowywania sie w racjonalny sposob. Inny z kolei okresla Sanity jako :reasonable and rational behaviour, co oznacza zdroworozsadkowe i racjonalne zachowanie. Rzecz jasna oznacza tez zdrowie psychiczne. Problem polega na tym ze nie ma w naszym jezyku sformulowania "niezdrowie psychiczne", a w angielskim jest to slowo insanity, co oznacza takze szlenstwo. Dobra robota Miko ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) dziękuję za lingwistyczny komentarz – sprawdziłam, że lepsze rozumienie pomaga mi przyjąć i wprowadzić w czyn.

      Usuń