niedziela, 9 stycznia 2011

048. tęsknota


No i stało się. Poczułam i już wiem, jak to jest. Przez wszystkie lata trzeźwienia nie pozwalałam sobie na jakieś alkoholowe nostalgie. W mojej pamięci wódka równało się okropny smak i wyłącznie złe wspomnienia. Aż tu nagle wyobraźnia spłatała mi figla. Przypłynęły obrazy, niezwykle barwne, smaki, zapachy, dźwięki. Poczułam wręcz tę mocną słodycz na języku, palenie w gardle i wielkie kojące ciepło spływające w dół i rozlewające się po całym ciele. I tę lekkość. I radość. Tak, pierwszy raz w życiu mogę się uczciwie przyznać, że to było coś! Że lubiłam to i że mi tego brakuje.
*
Teraz piłabym już inaczej. Ekonomiczniej. Zamiast włóczyć się po knajpach – cichutko, w domu, bez zbędnych czynności i słów, bez udawania, o co tak naprawdę chodzi. Co za oszczędność czasu, pieniędzy, energii. Poszłoby szybko. Nie ma nic, co mogłoby mnie trzymać na powierzchni – nie ma pracy, rodziny, obowiązków, można wyłączyć telefon i nie otwierać drzwi.
Dlaczego tego nie robię… We wczorajszej Refleksji AA było o wyborach. Ja wybrałam 11 lat temu i teraz, każdego dnia, podejmuję od nowa mój wybór i trwam w nim (to, poza decyzją o życiu, najdłużej podtrzymywane moje postanowienie). Bo wiem – zmuszam bogatą wyobraźnię, żeby przesunęła film o kilkanaście klatek – co jest dalej, po tej rozkosznej lekkości i radości. Bardzo dobrze to pamiętam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz